Muzyka wspomnień

Za Niemen het precz…

Grażyna Komincz to polska pieśniarka, wokalistka urodzona na Białorusi w polskiej rodzinie, na terenach byłych Kresów Rzeczypospolitej. Obecnie jest to teren Białorusi. Jej rodzinną miejscowością jest Lida, znajdująca się w obwodzie grodzieńskim. Lida jest drugim co do wielkości miastem Wileńszczyzny. Jest od niej 90 km do Wilna, do Kuźnicy ok. 130 km. To na tych terenach, na tym przyczółku polskości, zamieszkuje najwięcej Polaków na Wileńszczyźnie.

Urodziła się 2 lipca 1989 roku. Znak zodiaku rak. Jest drugim dzieckiem w rodzinie. Ma starszą o 3 lata siostrę. Jest córką Anny z domu Januszkiewicz i Tadeusza Komincza. Chodziła do klasy polskiej w szkole białoruskiej – Średniej Szkoły nr 16 w Lidzie. Język polski, literatura i historia były przedmiotami obowiązkowymi. W szkole uczyła się dodatkowo języka rosyjskiego i białoruskiego.

Miejscowość Lida na Wileńszczyźnie, rodzinna miejscowość Grażyny.

W jej domu zawsze mówiło się po polsku. Dbał o to dziadek – Antoni Januszkiewicz, ojciec mamy Grażyny, organista lidzkiej fary – Kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego. Ukończył polskie gimnazjum w Lidzie. To właśnie on przechowywał przedwojenne polskie sztandary, które ukrywał przed NKWD. W bocznym ołtarzu kościoła o niezwykłej historii znajduje się Cudowny Obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem, starszy od kościoła, bo pochodzący z XVII w. Ten kościół jest dla Polaków swoistym miejscem pamięci – to tu przetrwała polskość i wiara. Rodzina Grażyny znała prawdę o Katyniu, a Anna Komincz wyraziła ją na scenie w swoim spektaklu „Katyń”, który grali aktorzy prowadzonego przez nią młodzieżowego teatru „Tęcza”. Niewiarygodne jest to, że ten spektakl mógł odbyć się w 2007 roku, w domu kultury na Białorusi, kiedy w sali byli obecni funkcjonariusze KGB mający za zadanie bacznie przyglądać się temu, co się dzieje… Było to w czasach jeszcze w miarę poprawnych stosunków polsko-białoruskich.

 

Ukochana moja Ziemio

Wileńszczyzny drogi kraj

Na nic Ciebie nie zamienię

Z Tobą żyć i umrzeć daj…

 

Grażyna wyrastała w bardzo muzykalnej rodzinie – wszyscy potrafili grać i śpiewać. Po ukończeniu szkoły powszechnej dostała się do College’u muzycznego w Lidzie, do klasy skrzypiec. Później, w 2009 roku dostała się na Akademię Muzyczną im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu, na wokal. Miała po drodze wiele przygód. Najgorszą z nich było to, że straciła na dwa lata głos. Przeżyła wówczas szok – zaczęła żyć w obawie, że już nigdy nie będzie śpiewaczką. Wróciła z Wrocławia do domu. Postanowiła, że spróbuje reanimować swój głos ćwiczeniami. Sama. Dźwięk po dźwięku. Każdego dnia po kilka godzin pracowała nad wydobyciem z siebie głosu. Zaglądająca do pokoju mama wierzyła, że jej się uda. Grażyna to przecież spełnienie jej własnych marzeń – pani Anna zawsze pragnęła być śpiewaczką. Niestety, w czasach jej młodości nie było łatwo dostać się do tamtejszej szkoły i rozpocząć naukę. Chciała wstąpić do liceum muzycznego, ale przeszkadzało… polskie pochodzenie. To nieoficjalnie. Oficjalnie zaś mówili jej – nie ma pani głosu, nie ma pani słuchu. Po prawdzie – nie była w Komsomołach, Pionierach i innych komunistycznych organizacjach, nie wspierała reżimowego ustroju i to wystarczyło, by nie mogła w tamtym czasie i w tamtych warunkach realizować swoich marzeń. Musiała podjąć inną pracę. Zatrudniła się w zakładzie produkcji szkieł optycznych. Śpiewała jednak w chórze u swojego ojca, w kościele farnym. To w tym chórze poznała swojego przyszłego męża – ojca Grażyny, pana Tadeusza Komincza.

Grażyna Komincz w pewnym momencie wyjechała do Gdańska. Śpiewała tam w trio sopranowym Belcanti i łączyła to ze śpiewaniem rodzinnym – na Lidzie, do której często przyjeżdżała. Zespół Kresowiacy, bo o nim właśnie mowa, założyła jej rodzina w 1990 roku – rodzice i brat mamy Stanisław. Zespół ten gra i śpiewa polskie pieśni. W 2005 roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nadało zespołowi odznaczenie „Zasłużony dla kultury Polskiej”. Mama Grażyny natomiast jest laureatką Krzyża Kresowego – nagrody przyznanej przez Zarząd Główny Związku Kombatantów Rzeczypospolitej i Byłych Więźniów Politycznych na wniosek wiceprzewodniczącego Rady Krajowej, dr. Tadeusza Samborskiego za „aktywną promocję problematyki kresowej, za upowszechnianie historii Kresów Wschodnich, za głoszenie prawdy  o tragedii Polaków na Kresach Wschodnich oraz za wszelkie formy opieki nad polskim dziedzictwem kulturowym i historycznym na byłych Kresach Wschodnich”.

Zespół Kresowiacy. W środku mama Grażyny Komincz – Anna.

Zespół Kresowiacy nagrał 4 płyty, bardzo prężnie działa na Białorusi przy Towarzystwie Kultury Polskiej Ziemi Lidzkiej. Ma w swoim repertuarze ogromną ilość regionalnych pieśni ludowych, piosenek i kolęd.  Wizytówką zespołu jest piosenka „Za Niemen het precz”…

 

Za Niemen het precz!

Już gotów koń, zbroja

Dziewczyno Ty moja

Uściśnij, daj miecz!

Za Niemen, za Niemen?

I pocóż za Niemen?

Nie przylgniesz tam sercem,

Cóż wabi za Niemen?

Czy kraj tam piękniejszy,

Kwiecistsza tam błoń?

Czy milsze dziewoje?

Że tak spieszysz doń.

(Transliteracja jednego z wariantów tekstu z: Pieśni ludowe, nr 534, wydane nakładem I. Rzepeckiego, Warszawa – Krakowskie Przedmieście 1.)

 

Piosenka „Za Niemen…” autorstwa Stanisława Niewiadomskiego – muzyka i Augustyna Bielowskiego (ps. Jan Płaza) – słowa, powstała na motywach ukraińskiej dumki. Nagrał ją w 1935 roku Chór Juranda, a dużo wcześniej, na dyski Pathé Jan Sztern, tenor Opery Warszawskiej. Nasze polskie serce kocha tę pieśń chyba najbardziej w wykonaniu urodzonego w 1922 roku w Wilnie największego Polskiego basa – Bernarda Ładysza. Pieśń była wielokrotnie wykorzystywana w różnych produkcjach, np. w filmie „Nad Niemnem” z 1989 roku.

Grażyna Komincz śpiewa piosenki

Według Grażyny – tak jak zespół Kresowiacy, nikt nie śpiewa tej piosenki, nikt. Chociaż piosenka ta jest bardzo, bardzo stara, pochodzi z XIX wieku, to w niej bije polskie serce i jak w krysztale odbijają się współczesne sprawy Polaków, współczesna tęsknota, w przedziwny sposób korespondująca z tęsknotą przeszłych pokoleń. Jest łącznikiem czasu i lustrem regionu, w którym gdy się przejrzeć – można odnaleźć swoją tożsamość. Nie „Kresowiak”, ale Polak, z krwi i kości śpiewa dziś tę pieśń. Kolejną taką znaną pieśnią jest wesoła „Chciało się Zosi jagódek” czy piosneczka „A w Raduniu na kiermaszu było dużo galimaszu”. Raduń to miejscowość oddalona zaledwie o 30 km od Lidy, a o 82 km od Wilna. Piosenki Kresowiaków opowiadają o zwyczajach mieszkańców wiosek i miasteczek, o zabawnych sytuacjach. Pobrzmiewa w nich międzyludzka relacja oparta na wstydliwym zauroczeniu i czystej, prawdziwej miłości. Tematyka jest lekka i dotyczy naszego życia. Pieśni opiewają też urok tamtejszych ziem, okolicznych mieścin, gościnność polskiej chaty, rycerskość i patriotyzm. O tym wszystkim śpiewa Grażyna Komincz, wspaniała pieśniarka, która piękno muzyki kresowej i swojego rodzinnego zespołu Kresowiacy prezentuje w Polsce na różnego rodzaju koncertach, imprezach i wydarzeniach kulturalnych. Jej repertuar dodatkowo wypełniają popularne arie operetkowe, wyjątki z musicali i piosenki rozrywkowe w wielu językach (doskonale śpiewa po włosku, niemiecku i angielsku). Znakomicie tańczy i porusza się na scenie. Miałem kilkakrotnie przyjemność występować z tą pełną wdzięku artystką, która z wielką energią, daje całą siebie publiczności, a na scenie jest po prostu zawodową partnerką, z którą śpiewanie duetów i obcowanie jest dużą przyjemnością. Uwagę zwraca dopracowanie i dokładność z jaką dobiera koncertowe toalety. Za każdym razem różne, ciekawe, tematyczne. W trakcie swoich koncertów przebiera się, czym dodatkowo je urozmaica i uatrakcyjnia. Szacunek wobec publiczności jest dla niej bardzo ważny i to widać w sposobie traktowania przez nią tejże. Uroda, błysk w oku, solidne fundamenty moralne, patriotyczne, dobre przygotowanie muzyczne, muzykalność, utanecznienie – to wszystko tworzy wielką, ciekawą całość i atrakcyjną dla publiczności śpiewaczkę, jak gdyby z czasów już minionych. Są to cechy, o których brylujące na dzisiejszych scenach „gwiazdeczki” bardzo często zapominają. Bycie niepretensjonalną w tym, co się robi, zalotną, ale jednocześnie nieprzesadzoną, naturalną, przy tym charakterystyczną, niepowtarzalną, cechowało największe gwiazdy dwudziestolecia międzywojennego. Nie chcę porównywać jej do nich, ale pragnę zauważyć i uświadomić Państwu, że Grażyna Komincz posiada takie cechy, które czynią ją artystką nieprzeciętną i wyjątkiem na aktualnej polskiej scenie muzycznej. Powinna zrobić wielką karierę. Jej dewizą jest praca nad sobą i dlatego doceniają ją dobrzy ludzie. Dużo swoich występów zawdzięcza doktorowi Tadeuszowi Samborskiemu, politykowi, który jest wielkim organizatorem życia kulturalnego na Dolnym Śląsku, dla którego sprawy kresowe są na pierwszym miejscu. To człowiek, który prawdziwie kocha artystów i pomaga im – daje im scenę, daje im publiczność oraz otacza należytym szacunkiem. Organizuje Festiwal Romansu w Legnicy im. Lidii Nowikowej i wiele, wiele koncertów objazdowych, w których uczestniczą artyści z całej Polski oraz Polacy mieszkający za granicami naszego kraju. Festiwal jest międzykulturowy, wielokulturowy, otwarty, a jego misją jest zbliżać kultury do siebie, a przez to – zbliżać ludzi. Artyści w ramach Festiwalu odwiedzają powiaty, gminy i wsie Dolnego Śląska nie zapominając o polskich szkołach i dzieciach, które z wielkim szacunkiem i zainteresowaniem słuchają koncertów, w których udział bierze wspaniała artystka Grażyna Komincz i jej przyjaciele.

Grażyna często koncertuje też we Wrocławiu, w którym aktualnie mieszka. Zawsze jednak tęskni i wraca do rodzinnej krainy.

 

Daleko, daleko… za Bugiem daleko…

Przepiękna kraina… kraj rodzinny Matki mej…

 

Chociaż Grażyna jest daleko od swojej ukochanej miejscowości, to urzeka mnie to, że zawsze mówiąc o swoim zespole, mówi w formie „śpiewamy”. Mówiła mi: – „Co tydzień w naszej parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – śpiewamy” pomimo tego, że nie zawsze tam jest. Urzędujący w tym kościele Ksiądz prałat Wincenty Lisowski wspiera zespół, trzyma dobrą organizację parafii. To jemu zespół w szczególności zawdzięcza to, że istnieje. W niedzielę są cztery Msze Św. po polsku i tylko jedna po białorusku. Kościół dając azyl zespołowi Kresowiacy – chroni tradycję i kulturę ludzi będącą pod ostrzałem nieprzychylności, nieżyczliwości, będącą kulturą wykluczoną na swojej własnej ziemi, ale będącej aktualnie własnością innego państwa. Myślę, że mnie i Państwu trudno jest wyobrazić sobie sytuację jak trudno jest w takich warunkach dbać o polskość i zachowanie naszej narodowej tradycji, a także śpiewać, tworzyć i zwyczajnie nie poddać się, nie załamać psychicznie. To praca zasługująca na największe uznanie ze strony tych, którzy wiedzą o takiej działalności. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach zachwytu wszystkim, co zachodnie, zapomina się o tych Polakach mieszkających na dzisiejszej obczyźnie, na terenach byłej Rzeczypospolitej. Nie można o nich zapominać, bo są to nasi rodacy, w dodatku w takim miejscu – w Lidzie, która jest najbardziej polskim miastem na Wileńszczyźnie. Terytorialnie to ostatnie fragmenty polskości, których dalej – bardziej w głąb Białorusi – nie uświadczysz. Śpiew polski i polskie symbole narodowe, zwłaszcza flaga, mogą być dziś w tym kraju odebrane za prowokację polityczną. Mimo wszystko zespół Kresowiacy istnieje i jest to fenomen, że w czasach w miarę dobrych relacji polsko-białoruskich otrzymał zwanije czyli coś w rodzaju tytułu, zaszczytu Narodnyj Ansambl Biełarusi – czyli Ludowy Zespół Białorusi. Narodnyj artist czy ansambl to najwyższy zaszczyt jaki otrzymuje grupa muzyczna lub artysta w Rosji czy na Białorusi. Otrzymał ten tytuł za śpiewanie nie po białorusku, tylko właśnie po polsku, chociaż Kresowiacy śpiewają także po białorusku, rosyjsku, angielsku czy włosku.

Grażyna Komincz na scenie z mikrofonem

Grażyna Komincz jest Ambasadorką Kultury Polskiej na Białorusi i Polką z Kresów, której wartość propozycji artystycznej zasługuje na najwyższe uznanie i na wsparcie. Jej ciepłe usposobienie, miły wschodni akcent oraz sceniczny temperament potrafią poruszyć każde polskie serce, które bije w rytmie miłości do naszej Ojczyzny, a historia jej życia porusza i uszlachetnia, dając nadzieję.

 

Autor: Maciej Klociński

Back to top button
Skip to content