Muzyka wspomnień

Urszula Izdebska – muzyk, wychowawca dzieci i młodzieży

Urszula Izdebska – muzyk, instruktor muzyczny, nauczyciel muzyki, rytmiki, pedagog. W swoim życiu dyrygowała wieloma chórami i prowadziła wiele różnego rodzaju zespołów muzycznych – od dziecięcych po senioralne. Wychowała pokolenia mieszkańców Żyrardowa. Pracowała z przedszkolakami, młodzieżą, osobami dorosłymi i seniorami, w kilku różnych żyrardowskich szkołach, ośrodkach i placówkach wychowawczych.

Historia pani Uli to opowieść o tym, jak warto w życiu dążyć do wyznaczonego sobie celu oraz o pracy, która jest źródłem satysfakcji. Urszula Izdebska to kobieta silna, zdeterminowana i pracowita, która należy do grona najbardziej uznanych żyrardowskich pedagogów. Całe życie zaszczepia w dzieciach miłość do muzyki i śpiewu, rozpoznaje w nich talent, rozwija ich umiejętności. Jej niezwykle życzliwa osobowość sprawia, że dzieci z radością przychodzą na zajęcia i uwielbiają występować na scenie. To dzięki niej wciąż wyrastają ludzie muzykalni, którzy kontynuują swoją pasję w dalszym życiu. Nie przesadzę jeśli powiem, że spotkać panią Ulę w życiu, to wielka radość i szczęście. W życiu nie miała łatwo – pochodziła z biednej rodziny, a gdy założyła już własną musiała pogodzić obowiązki z pracą i zdobywaniem wykształcenia. Wszystko się jednak opłaciło. Zajęła się wyłącznie pracą, kształceniem i sięganiem po marzenia, a życie szybko zrewanżowało się. Nie musiała nigdy szukać pracy na własną rękę – to pracodawcy zawsze proponowali jej etat, a koledzy polecali ją innym. Chociaż dziś jest już na emeryturze, wciąż pracuje w Młodzieżowym Domu Kultury w Żyrardowie.

 

 

Urszula Izdebska, urodzona w Żyrardowie 21 października 1948 roku. Jej rodzice byli robotnikami w zakładach lniarskich. Rodzina żyła skromnie. Mała Ula uczęszczała do szkoły podstawowej nr 63 przy ul. Sienkiewicza w Żyrardowie. W jednym budynku mieściła się szkoła podstawowa i ogólnokształcąca. Kiedy miała 10 lat, nauczyciel od śpiewu zaproponował jej rodzicom, by poszła do szkoły muzycznej. Wybrała fortepian, ale ponieważ rodziców nie było stać na zakup tak drogiego instrumentu, zaproponowano jej skrzypce. Nie była z tego zbyt zadowolona, ale po czasie wciągnęła się w granie na czterech strunach. Skończyła Podstawową Państwową Szkołę Muzyczną im. Ignacego Jana Paderewskiego za dyrekcji wspaniałego muzyka Michała Iwanowa. Dyrektor, znakomity pianista, mobilizował do pracy wszystkich uczniów i nauczycieli. Samo przychodzenie do tej szkoły było już atrakcją. Atmosfera nauki była wspaniała. Pani Ula wspomina, że przygoda nauki w tej szkole przydarzyła się jej zupełnie niechcący, a była dla niej ogromnie ważna. Jest przekonana o tym, że bez niej nie zdarzyłoby się wszystko to, co miało miejsce w jej późniejszym życiu.

Nagród było bardzo dużo. Pani Ula jednak niechętnie wspomina o nagrodach. Zapytana o nie przyznała, że woli opowiedzieć o swoim życiu, o swojej pracy i doświadczeniu. Jej życie to przecież zapis dziejów historii wychowania muzycznego mieszkańców Żyrardowa. Żeby być nauczycielem muzyki nie wystarczyło się tym pasjonować; trzeba jeszcze było jej zdobyć odpowiednie wykształcenie. Często stawały na drodze przepisy lub okoliczności życiowe. Wielokrotnie musiała podjąć decyzję życiową – gdzie się kształcić, jaką uczelnię wybrać. Musiała także łączyć pracę z edukacją, a później z rodziną. W roku 1962 podjęła decyzję o nauce w Liceum Pedagogicznym w Grodzisku Mazowieckim, a równocześnie kończyła Państwową Szkołę Muzyczną im. Ignacego Jana Paderewskiego 1. stopnia w Żyrardowie. Pomyślała, że nie pójdzie jeszcze do pracy, chociaż po Liceum Pedagogicznym można było podjąć każdą pracę w szkole podstawowej. Chciała kontynuować naukę pod kątem przedmiotu, który pragnęła rozwijać. Było to oczywiście wychowanie muzyczne. Rozpoczęła edukację w Studium Nauczycielskim, w Grodzisku Mazowieckim. Nie chciała również i po ukończeniu studium pójść do pracy. Zdecydowała, że wtedy sięgnie po marzenia – pójdzie na studia, na Akademię Muzyczną w Warszawie. Okazało się jednak, że aby rozpocząć cykl wieczorowy nauki na tej uczelni brakuje jej jednego dokumentu. Trzeba było mieć dwa lata pracy w zawodzie nauczycielskim – czego nie miała. Musiała więc podjąć pracę.

Została zatrudniona w Państwowym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym (dzisiejszej „Piątce”) w Żyrardowie. Uczyła nie tylko muzyki, ale i innych przedmiotów. Od razu, w pierwszym roku jej pracy rzucono ją na głęboką wodę. Dostała wychowawstwo klasy 7. Jej podopieczni byli zaledwie kilka lat młodsi od niej. Atmosfera była sympatyczna, ale praca bardzo trudna i wymagająca od niej wiele wysiłku. Kiedy okazało się, że zwolniło się miejsce w szkole nr 6 wykorzystała tę okazję, bo zaproponowano jej przejście do tej placówki. W „Szóstce” uczyła wyłącznie ulubionego przedmiotu – muzyki. Praca w tej szkole była dla niej źródłem prawdziwej satysfakcji i sukcesów. Prowadziła tu zespoły wokalne „Zielone Żabki” i „Zagadka” oraz chór dziecięcy złożony z uczniów szkoły. W tych czasach prawie każda szkoła miała swój chór. Dzieci przychodziły na taki chór po zajęciach szkolnych, a nauczyciele mieli za to przyznane dodatkowe godziny i możliwość dorobienia z tego tytułu. Te chóry i zespoły występowały podczas różnego rodzaju uroczystości. Dzieci z różnych szkół miały możliwość spotkania i integracji. Organizowano np. konkursy piosenki harcerskiej, gdzie zespoły mogły wykazać się swoimi możliwościami. Wychowankowie pani Uli zajmowali miejsca nie tylko w powiecie, w województwie skierniewickim, ale i zdobywali miejsca na konkursach w różnych częściach Polski. Dzieci jeździły na wycieczki. Także w trakcie takich wyjazdów pod okiem pani Uli pozyskiwały nowe umiejętności, a największą atrakcją dla nich były zawsze występy przed publicznością.

W tym momencie życia, czyli w czasie aktywnej działalności pedagogicznej pani Ula założyła rodzinę. Na pewien czas oddaliły się wtedy marzenia o kontynuacji edukacji wyższej. Lekcje muzyki były często hospitowane przez doświadczonych wizytatorów szkolnych. Jedną z takich osób była Maria Czyżykowska, która po kilku hospitacjach namówiła ją na kurs przygotowawczy do podjęcia studiów muzycznych na wyższej uczelni. W końcu, po bardzo trudnym egzaminie wstępnym w roku 1979 dostała się na wymarzone studia w Warszawie – do Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina (dzisiejszy UMFC) na wydział wychowania muzycznego. Cztery razy w tygodniu, po całym dniu pracy w szkole, dojeżdżała na zajęcia i wracała w nocy. To były studia wieczorowe, a więc zajęcia odbywały się w późnych godzinach. Było to jednocześnie korzystne – bo mogła zdążyć na zajęcia, ale jednak uciążliwość dojazdów i połączenie z pracą były tak męczące, że zrozumiała, że nie może tak funkcjonować. Po roku studiów, kiedy już nabrała pełnych praw studenckich, mogła ubiegać się o przyjęcie na studia zaoczne. Przeniosła się na takie studia, co było już dużym ułatwieniem. Akademię Muzyczną ukończyła w 1984 roku.

1894. Egzamin dyplomowy z dyrygowania w auli Akademii Muzycznej im. F.Chopina w Warszawie. Urszula Izdebska dyryguje orkiestrą swojego wydziału.

Nigdy sama nie starała się o pracę. O podjęciu przez nią pracy decydowało wiele propozycji w dobrym dla niej czasie. Te propozycje posypały się właściwie od razu po ukończeniu studiów. Niektóre były zbiegiem okoliczności. W tym samym roku, 1984, została oddana do użytku Szkoła Podstawowa nr 2. Ówczesny dyrektor, Krzysztof Waśkowski, zaproponował jej pracę w nowo otwartej po remoncie placówce. Było jej trudno podjąć decyzję o zmianie pracy, która wiązała się z przeniesieniem się z „Szóstki”, ale jednak zdecydowała się zmienić szkołę. Z „Dwójką” związana była 15 lat. Uczyła w niej do końca, nawet po tym, kiedy ta szkoła zmieniła swój profil – powstało w niej gimnazjum. W pewnym momencie pojawiła się propozycja objęcie stanowiska dyrygenta Towarzystwa Śpiewaczego „Lira” w Żyrardowie. Chór ten był wówczas pod opieką Spółdzielni Mieszkaniowej w Żyrardowie. Janusz Fibich zwrócił się do niej, czy zgodzi się prowadzić chór, który nie miał wówczas dyrygenta. Propozycję przyjęła z pewną obawą – co innego praca z ludźmi na żywo, a co innego teoria, którą zdobyła na studiach. Nie miała doświadczenia. Prowadzenie chóru to nie jest prosta sprawa. Chór śpiewał z podziałem na głosy. Chórzyści byli niejednokrotnie ponad dwa razy starsi od niej. Początkowo jej zadanie polegało na tym, że miała tylko przygotować chór do Jubileuszu. Została jednak jego dyrygentem… na 32 lata, aż do 5 października 2016 roku, kiedy w Centrum Kultury w Żyrardowie odbyło się jej uroczyste pożegnanie. W trakcie współpracy z Towarzystwem Śpiewaczym „Lira” zmieniło ono swoją siedzibę i przeniosło się do Miejskiego Domu Kultury (późniejsze Centrum Kultury). Ówczesna dyrektor MDK-u, Beata Rusinowska, na każdym kroku wspierała działalność tego chóru, jak wspomina pani Ula. Ówczesnym prezesem był pan Stanisław Kuran, człowiek całym sercem oddany społecznej pracy na rzecz naszego miasta.

5 października 2016 rok – Pani Urszuli gratulują prezes „Liry’ Hanna Gawlińska i Lech Kucharski.
na zajęciach rytmiki w „Ochronce”. Nauczyła przedszkolaków tańczyć… poloneza! Czy  wszystkie dzieci wykorzystały tę umiejętność po latach na studniówkowym balu?

Później zaproponowano jej prowadzenie rytmiki w Przedszkolu nr 9 („Ochronce”). Pracowała w nim kilkanaście lat. Była to praca z dziećmi w wieku przedszkolnym. To była praca satysfakcjonująca. Umuzykalniała dzieci, zaszczepiała muzycznego bakcyla. Podkreślała zawsze i mówiła rodzicom – umiejętności śpiewania od najmłodszych lat w jakimś stopniu mogą zaowocować na późniejszym etapie życia dziecka. Bardzo często dzieci rozwijały swoje zdolności wokalne w późniejszym życiu. Indywidualnie brały udział w różnego rodzaju konkursach piosenki. Zajęcia rytmiki były dla dzieci atrakcją, ciekawym sposobem na spędzanie czasu, przynosiły radość i to nie tylko ze względu ciekawe ćwiczenia. Dzieci miały także możliwość zaprezentowania siebie na scenie w swoim rodzinnym mieście, przed rodzicami, bliskimi i znajomymi.

W 1999 roku Urszula Izdebska przeszła na emeryturę. Szybko jednak okazało się, że w dalszym ciągu jest potrzebna naszemu miastu, a w szczególności właśnie dzieciom i młodzieży. Pojawiła się propozycja od Hanny Fibich, ówczesnego dyrektora Młodzieżowego Domu Kultury w Żyrardowie (Młodeku), objęcia przez nią pracy jako nauczyciel rytmiki. To wyzwanie przyjęła jednak z obawą. Miała za sobą wiele lat pracy w zawodzie. Była już spełnionym pedagogiem i myślała o odpoczynku. Była już przecież na emeryturze. Nie mogła jednak odmówić koleżance. Czuła, że może coś dobrego zrobić dla placówki, dla dzieci. To dzięki propozycji pani Fibich placówka zyskała tak zacnego pedagoga. Zgodziła się. Po kilku latach pracy z maluchami w Klubie Myszki Miki w Młodeku, zaczęły powstawać tam zespoły wokalne, m.in. „Szałaputy”. Wraz ze swoją córką, Aleksandrą Rudzińską, przygotowującą się wówczas do zawodu wychowawcy młodzieży i muzyka, prowadziła i prowadzi w dalszym ciągu zespół „Szałaputy”. W międzyczasie ze starszych dzieci wyłoniono także kolejny zespół „Igraszka”, który również prowadzi. W tym roku ma na swoim koncie 54 lata pracy. Dziś z mamą pracuje córka, a pani Ola, która prowadzi zespół „Frajda”, jest przedłużeniem jej misji pedagogicznej i to w nowoczesnym, jeszcze bardziej ekspresyjnym wydaniu. Prężnie działa i odnosi sukcesy w swojej własnej zawodowej pracy.

Młodzieżowy Dom Kultury w Żyrardowie i Szałaputy. Pani Ula skupia uwagę dzieci. Ciiiii… nie hałasujemy, nie rozmawiamy… skupiamy się na występie.

Wielu wychowanków Pani Uli – pedagoga idealnego, wspaniałej osobowości muzycznego Żyrardowa, na trwałe wpisanego w kulturę naszego miasta i regionu, związało się z muzyką i dziś miło wspomina współpracę ze swoją instruktorką. Jest jej bardzo miło, bo dawni uczniowie wyrażają się o niej z wielkim szacunkiem, czy to na spotkaniach, w wywiadach, czy na Facebooku. Bardzo często na ulicy czy w autobusie poznają ją dawni uczniowie – „Pani uczyła mnie muzyki. Czy pani pamięta?”. Chociaż na twarzy ludzie się zmieniają, to wspomnienia pozostają niezatarte. Wspólne lekcje i zajęcia pamięta się zawsze, tak jak małe i większe sukcesy, lekcje rytmiki, muzyki. Wspomnienia o nich sprawiają, że po latach można powiedzieć – szkoła nie była przecież taka zła. Było… po prostu… jak to mówią dzieci – fajnie! No, a dla uśmiechu i radości dzieci warto jest pracować.

Autor: Maciej Klociński

Back to top button
Skip to content