Muzyka wspomnień

Kolekcja sercem zbierana

Kolekcja Sercem Zbierana im. Jana Zagozdy – to mój zbiór płyt, nagrań, a także wyjątkowych przedmiotów, m.in. nagrań zachowanych na różnego rodzaju nośnikach, w tym taśmach szpulowych, ogromny zbiór nut piosenek, fotografii artystów, prywatnych dokumentów, a także różnego rodzaju rekwizytów teatralnych, kostiumów czy instrumentów. Głównie jednak płyt gramofonowych, zwanych szelakowymi.

Prowadzę tę kolekcję od kilku lat, a ojcem-założycielem mojego zbioru jest Jan Zagozda – wspaniały radiowiec, który prowadził razem z Danutą Żelechowską wiele audycji w Polskim Radiu. Audycje te były nadawane późno w nocy, a mój znajomy piosenkarz, któremu akompaniowałem, Olgierd Buczek, nagrywał je na kasety. Wiele z tych audycji udało się dzięki temu ocalić. Dziś są niezwykłą pamiątką po kimś, kto przekazał mi miłość do starych płyt i nagrań. Chciałbym przy okazji wspomnienia o nim opowiedzieć Państwu o jednej z moich największych pasji – czyli o kolekcjonowaniu płyt.

 

Foto: Wojciech Kusiński/Polskie Radio

Osoby, które lubiły słuchać audycji w programie 1. Polskiego Radia nie mogą nie kojarzyć kultowego głosu prowadzącego Słodkie Radio Retro inżyniera-redaktora Jana Zagozdy oraz jego audycji „Lubię Szum Starej Płyty”, „Mijają Lata, Zostają Piosenki” (tytuł został zaczerpnięty od Tomasza Dąbrowskiego, który prowadził audycje „Mijają Lata, Mijają Piosenki”), „Wspomnienia pisane dźwiękiem” czy „Przeboje 40-latków”. Audycji tych było bardzo wiele, a nadawane były ku zmartwieniu słuchaczy w późnych godzinach nocnych. Jan Zagozda urodził się 3 maja 1930 roku. Jego rodzice mieli przed wojną radio z gramofonem i kilkadziesiąt szelakowych płyt. Mały Janek słuchał ich bez przerwy. Dochodziło nawet do tego, że podczas postu mama musiała zamykać gramofon w szafie na klucz. W wieku 4 lat Jan Zagozda znał już na pamięć większość “dorosłych” piosenek, wśród nich tę najbardziej ulubioną: Odrobinę szczęścia w miłości. W czasie wojny bardzo przeżył fakt, że rodzice musieli sprzedać całą kolekcję płyt. Odbił to sobie po wojnie. Stał się jednym z największych kolekcjonerów… Z Polskim Radiem był związany od lat studenckich. W 1953 roku rozpoczął tam praktyki uczelniane, później został zatrudniony jako inżynier dyżurny. Pełen pasji do techniki radiowej i muzyki, przez lata zgromadził ogromną kolekcję utworów. Wśród zgromadzonych przez niego nagrań były pieśni i piosenki patriotyczne, przedwojenne przeboje – śpiewane między innymi przez Hankę Ordonównę, Jana Kiepurę, Mieczysława Fogga i innych artystów, a także piosenki ludowe, archiwalne głosy znanych Polaków i inne wyjątkowe materiały, które przedstawiał na antenie. Jan Zagozda zmarł 21 listopada 2018 roku w Warszawie. Na jego pogrzebie, z jego gramofonu walizkowego Columbia jego uczeń, Paweł Małs, z płyty Melodje odtworzył piosenkę Zegar w wykonaniu Zenona Jarugi… „Są takie chwile, urocze, cudne, że pragnie się zatrzymać je… lecz przemijają, jak echa złudne i znów ci żal i znów ci źle, a zegar bije wciąż…”.

Dziś, kiedy pana Janka nie ma już z nami, zostało po nim i po jego wspaniałej radiowej towarzyszce Danucie Żelechowskiej- tylko wspomnienie. Wspomnienie pisane dźwiękiem, bo w dalszym ciągu, dzięki nagraniom można się z tych wspomnień dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. Ja miałem to szczęście nie tylko słuchać audycji, ale znać osobiście wielkiego Radiowca, laureata wielu nagród, w tym Diamentowego Mikrofonu oraz nagrody Zasłużony dla Warszawy. Byłem zapraszany przez niego jako gość spotkań Kawiarenki Słodkiego Radia Retro w Polskim Radiu, w studiu przy ul. Myśliwieckiej, chodziłem do niego do domu, a on uczył mnie wszystkiego; pokazywał jakie płyty warto zbierać, jak konserwować gramofon, jak wymieniać sprężynę. Opowiadał także o zwyczajach, o kulturze minionych dekad i prezentował piękno muzyki rozrywkowej. Chociaż większość nagrań ze swojej kolekcji miał zgranych cyfrowo – czasem odtwarzał sobie starą płytę z zabytkowego gramofonu z lat 30. ub. wieku. Była to dla mnie ogromna frajda – poznać i zobaczyć proces nakręcania sprężyny i odtwarzania płyt metalową igłą zamontowaną w głowicy. Bez wątpienia jest to temat rzeka. W swoim artykule chciałbym skupić się wyłącznie na kwestii kolekcjonowania tych płyt. Proszę mi wybaczyć, że szczegóły techniczne, o których bardzo lubię opowiadać, zostawię na inną okazję.

Foto: Niezapomniany duet – Danuta Żelechowska i Jan Zagozda. Fot. Piotr Sadowski/Polskie Radio

Być kolekcjonerem – czyli kim? Zastrzyk kolekcjonerski.

Kolekcjonerstwo starych płyt jest niewątpliwie sprawą związaną z ogromnymi emocjami i to właśnie o te emocje głównie chodzi, a niekoniecznie o konkretne przedmioty. Płyty najczęściej nie mają obiektywnie wartości, którą trzeba za nie zapłacić, by móc wejść w ich posiadanie. Ich cena jest uznaniowa, ale bardzo często sztucznie zawyżona. Często bywa też tak, że znajduje się jakąś niezwykle wartościową płytę i można ją kupić bardzo tanio albo dostaje się taką w prezencie – dotyczy to nie tylko płyt, ale także gramofonów. Dla takich chwil warto żyć. Są to tak zwane „zastrzyki kolekcjonerskie”.

Pamiętam pierwszy taki zastrzyk, po którym podjąłem decyzję o założeniu kolekcji. Było to w Żyrardowie. Podjechałem na stację benzynową i pewien miły starszy pan, który pomagał mi wlewać paliwo, usłyszał wydobywającą się z mojego samochodu muzykę. To pan słucha takiej starej muzyki? – zapytał zdziwiony. Oczywiście, tylko takiej! – odparłem. A czego słuchać – łomotu? Ja mam dużo starych płyt i chętnie je sprzedam! – powiedział. Umówiliśmy się chyba tego samego dnia. W mieszaniu pracownika stacji benzynowej znalazłem stary, przedwojenny gramofon walizkowy i ponad 100 płyt, które sprzedał mi… po złotówce za sztukę. Nie znałem wówczas wartości tych kruchych krążków, nie potrafiłem ocenić wartości muzycznej tych nagrań, a jednak kierując się czystą intuicją dokonałem tego zakupu. Kiedy przywiozłem płyty do domu, zacząłem szukać informacji na temat każdego nagrania, na temat każdej wytwórni. Później takich „zastrzyków” adrenaliny i motywacji miałem jeszcze kilka – ludzie oddawali mi lub odsprzedawali całe kolekcje, dostawałem płyty od rodzin zmarłych artystów, od przyjaciół czy ludzi, którzy po prostu wiedzieli, że się tym interesuję. Wielu ludzi zdecydowało się podjąć dla mnie poszukiwania widząc w tym jakąś ideę, jakiś cel. Zrozumieli, że nie robię tego wyłącznie dla osobistej satysfakcji, ale gromadzone przeze mnie płyty służą ludziom. Kilka razy dostałem też przedwojenne płyty od miłych słuchaczy radia Fama, w którym prowadzę swoje audycje. Moja pasja sprawiła, że niejako samoistnie zacząłem obrastać w płyty, które stały się dla mnie bardzo ważne. Jednocześnie chciałem dzielić się swoją pasją z innymi – prowadzić spotkania, pisać o tym na łamach prasy czy w Internecie i tworzyć audycje radiowe. Bez większego trudu przejąłem schedę po Janie Zagoździe i zupełnie przypadkowo stałem się jego następcą – pełniąc podobną funkcję i zajmując się właściwie dokładnie tym samym, co on. Grzebanie w biografiach artystów, kontakt z ich rodzinami, analiza zbiorów prywatnych, kwerendy w archiwach, a także na szeroką skalę prowadzona analiza muzyczna przetrwałych na płytach nagrań to niezwykła i pożyteczna zabawa, dająca wiele radości. Okazuje się, że w tym procesie można nie tylko odkrywać nowe wątki, ale także obalać mity i korygować istniejący stan wiedzy.

Co to znaczy być kolekcjonerem? Ktoś kiedyś powiedział mi, że samego siebie można tak określić dopiero na starość. Kto inny zaś, że kolekcjoner tym odróżnia się od zbieracza, że potrafi o swoich zbiorach w ciekawy sposób opowiadać. Zbieracz zbiera kompulsywnie, a kolekcjoner selektywnie. Kolekcjoner podobno da „każdą cenę” za brakujący egzemplarz… zastanawiałem się: jak to „każdą cenę” – czy to znaczy, że cenę życia również?

Wszystko zaczęło nie grać, a pojęcia zacierać się i mieszać, poglądy ludzi wzajemnie wykluczać, a teorie przeczyć sobie. Raz usłyszałem, że nie będę kolekcjonerem dopóki nie zdobędę 10 płyt Hanki Ordonówny, a innym razem, że profesjonalny kolekcjoner zaczyna się od 10 tysięcy posiadanych egzemplarzy płyt. Wszystko to bzdury! Kolekcjonerem jest się, kiedy ma się pasję, a jej siła zależy tylko od Ciebie. To Ty nadajesz kolekcji nazwę, decydujesz o tym, co zbierasz, na co wydajesz swoje ciężko zarobione pieniądze i co sprawia Ci przyjemność. Zrozumiałem bardzo szybko, że być kolekcjonerem, to położyć się na łupinie orzecha, na wodzie i żeglować w którąkolwiek ze stron, poddawszy się wiatrom własnej fascynacji. Łupina ta jest oczywiście narażona na sztormy, na piratów – innych, którzy będą chcięli Cię napaść, zniszczyć, zaszkodzić Tobie. Jednakże cel obierasz sobie Ty i płyniesz, wciąż płyniesz. Szybko jednak orientujesz się, że jest to podróż bez końca, bo jak w piosence: „Zawsze będzie czegoś ci brak…” i uświadamiasz sobie, że wobec tej sytuacji jedyną metodą by nie oszaleć, to jest znaleźć radość z Procesu, Procesu kolekcjonowania, poszukiwania i znajdywania, nieustannie powracającego przeżywania uczucia zaskoczenia – i to staje się celem samym w sobie. Ilość i ostateczny efekt końcowy schodzi na drugi plan. W kolekcjonerstwie nie jest ważne ile płyt, ale JAKIE płyty masz. Jest też coś ważniejszego, a mianowicie pytanie – co z tym co masz, potrafisz zrobić? Jak pracujesz na materiale, który wpadł w Twoje ręce? Jesteś tylko kustoszem tego, co masz, jesteś odpowiedzialny za to wszystko, a więc działaj! Najgorszą drogą jest kolekcjonowanie zamknięte, tak zwane zbieranie dla siebie, „do szuflady”. Płyty tracą wtedy swoje życie – tak jak w muzeach. Uważam, że absolutnie nie powinny się znajdować w takich kolekcjach. Leżą, nikt ich nie słucha, nikt o nich nie wie. Płyty powinny żyć i cieszyć innych. Powinny być stale w rękach ludzi i być słuchane – na pięknych zabytkowych gramofonach. Dlatego ja każdego dnia słucham swoich płyt. Słucham i obalam mit o rzekomym ich niszczeniu. Gdy gra się płyty dobrze dobranymi stalowymi igłami, które się odpowiednio często zmienia, płyty się nie niszczy, a jedynie ją eksploatuje. Przestrzenne wrażenie dźwiękowe podczas słuchania płyty z gramofonu z epoki jest nie do podrobienia. Słychać wtedy jakby istniała przestrzeń między śpiewakiem, a towarzyszącą mu orkiestrą. Gdy zamknie się oczy, to słychać, jakby głos artysty autentycznie wydobywał się ze skrzynki, jakby on tam był w tej blaszanej, zawiniętej tubie… Nic dziwnego, że niezwykła, czarująca magia gramofonu nawet w dzisiejszych czasach ogarnęła tak wielu wrażliwych ludzi, chcących budować swoje kolekcje płyt i słuchać ich w ten właściwy dla nich sposób. Ludzie ci niestety najczęściej nie mają wzorców, nie mają na kim się oprzeć – bo takich wspaniałych ludzi jak Jan Zagozda już z nami nie ma. Nie istnieje także podręcznik kolekcjonera płyt – a powinien taki być. Są podręczniki do zbierania kwiatków, hodowli żółwi, a dlaczego nie ma podręcznika kolekcjonerstwa przedmiotów dziś bardzo modnych i pożądanych? Osoby, które zbierają te płyty powinny znać „niepisane reguły tej gry”. Może warto by pomysleć nad organizacją jakichś warsztatów dla młodych kolekcjonerów – żeby mogli się oni tego nauczyć lub napisaniu podręcznika na ten temat? Dziwne, że jest tylu mądrych ludzi, którzy często wygłaszają swoje bzdurne teorie w Internecie, a jednego mądrego słowa, decyzji i podręcznika brak.

Co i jak zbierać? Profil kolekcji.

Nazwa Kolekcja Sercem Zbierana oznacza to, że kieruję się sercem w doborze przedmiotów, które kupuję czy przyjmuję. Interesują mnie płyty z muzyką, którą kocham, której lubię słuchać. Nie jest jednak tak do końca. Bardzo ważne jest mieć swój własny profil kolekcji – czyli obrać sobie już od samego początku typ płyt, które zamierza się zbierać i powstrzymanie się od zbierania płyt spoza tego profilu.

Największym powodzeniem wśród kolekcjonerów cieszą się polskie przedwojenne płyty szelakowe z muzyką rozrywkową i w dodatku z nagraniami wokalnymi. Mniejszym płyty operowe, a jeszcze mniejszym instrumentalne, rozrywkowe. Są jeszcze płyty zagraniczne –  na te w Polsce nie ma popytu wcale. Są jednak kolekcjonerzy, którzy zbierają płyty wyłącznie nagrywane systemem akustycznym, inni tylko elektrycznym, jeszcze inni nie wychodzą poza lata 30 XX wieku, a innych interesuje jedynie powojenna estrada. Kolekcjonerzy nie powinni wychodzić poza ten obrany przez siebie profil, bo wówczas przestają zbierać selektywnie i zaczynają w gruncie rzeczy nieświadomie działać na szkodę innych – którzy chcieli by kupić przedmioty znajdujące się w polu ich zainteresowań. Konkurencja jest ogromna, w ostatnich latach zaobserwować można wręcz zjawisko rzucania się ludzi na te płyty, ogromnego, podżeganego chęcią posiadania owczego pędu, przelicytowywania się, płacenia astronomicznych cen. Rosnące ceny napędzają jeszcze bardziej popyt, ponieważ człowiek, istota ułomna, pragnie mieć za wszelką cenę to, co mają inni, to czym inni się zachwycają, co jest drogie i rzadkie. Ciekawe czy zostaje wtedy miejsce na pasję do muzyki, kiedy emocje i chęć posiadania przesłania ludziom radość i doznania artystyczne. Być może są osoby, które potrafią to pogodzić, natomiast ja mam wrażenie, że taki stan rzeczy odbiera człowiekowi słodką przyjemność obcowania z muzyką. Wychodzę, zostawiam to i cieszę się z posiadanych nagrań. Cieszę się tym, co mam – i to daje mi siłę. Kolekcjonerstwo powinno być postrzegane autonomicznie; początkujący kolecjoner nie może porównywać siebie do kogoś, kto zbiera płyty 50 lat, a także nie powinien być do takiego kogoś porównywany – bo siłą rzeczy tamten będzie miał ich więcej. Po kilku latach zbierania i przeżyciu różnego rodzaju sytuacji, także przykrych, w które włączyłbym np. walkę z ludzką niesłownością (dotyczy sprzedawców, ale także innych kolekcjonerów), z ludzką ambicją, z manią wyższości, chęcią zysku, brakiem empatii itp. Sądzę, że największym wyzwaniem dla kolekcjonera, o wiele większym niż zebranie imponującej kolekcji, jest umiejętność osiągnięcia spokojnego stanu umysłu pozwalającego na cieszenie się tym, co się ma oraz docenienie piękna muzyki. Świata muzyki absolutnie wyjątkowego, pełnego harmonii dźwięków, pozwalającego się odprężyć, skupić myśli, zrelaksować. Jerzy Waldorff pięknie przypominał – „muzyka łagodzi obyczaje”. Ale kolekcjonerstwo i walka – już nie. Warto w tym wszystkim zachować jakiś złoty środek.

Kolekcjonerskie zasady.

Bardzo ważne są kolekcjonerskie zasady – niespisane, funkcjonujące tylko wśród wtajemniczonych.  Odnoszę wrażenie, że dla wielu jest to jakaś wiedza tajemna. Wielu ludzi bardzo niechętnie dzieliło się ze mną tymi informacjami, które tu Państwu podaję. Spotkałem się także z obawą przed konkurencją i przed inspirowaniem innych do płytowych poszukiwań. Podejście takie byłoby nawet zabawne, gdyby nie było podejściem poważnych, często już wiekowych ludzi, skupionych wyłącznie na sobie, którzy za wszelką cenę pragną mieć coś, czego nie mają inni, ale jeszcze bardziej pragną tego, by tamci o tym wiedzieli. Sytuację trzymania wiedzy tylko dla siebie można porównać z postawą wiejskiego muzykanta, którego repertuarem zachwyci się ktoś z innej wsi, a on zrobi wszystko, żeby tego repertuaru nie pokazać, nie udostępnić, by tamten nie mógł grać jak on. Dzieci w piaskownicy także czasem mają zabawkę, której nie chcą pożyczyć albo coś, czym za skarby nie chcą się podzielić, a dopiero rodzice muszą uczyć takie dzieci wartości dzielenia się z innymi. Niektórym zostaje to na starość. Wracając do tematu, co zbierać i czy kierować się w tym procesie sercem, to powiem Państwu: i tak, i nie. Warto nie kierować się tylko miłością, ale mądrością; trzeba poznać hierarchię płyt, by kierować się właśnie tymi zasadami, pozwalającymi zbudować dobrą, wartościową i ciekawą kolekcję.

Główna kolekcjonerska zasada brzmi: pojedynczego egzemplarza się nie wymienia. Warto jednak czasem z tej zasady zrezygnować na poczet uzyskania ciekawszej i rzadszej płyty. Trzeba kierować się intuicją – tutaj nie ma złotej zasady kiedy warto tak uczynić. Za każdym razem kiedy poświęcamy jeden egzemplarz za inny kolekcja żyje, jest dynamiczna, zmienna, a więc ciekawa, a więc samo w sobie takie działanie jest wartością. Teraz parę słów o konserwacji i przechowywaniu – złotych kolekcjonerskich zasadach. Płyty zdobyte brudne, głównie z bazarów, pchlich targów czy starych albumów należy myć ciepłą wodą z dodatkiem płynu Ludwik, gąbką wymywać dokładnie wzdłuż rowków, a potem spłukać letnią wodą i osuszyć papierowym ręcznikiem. Zaraz po tym należy przegrać je na gramofonie cieniutką igłą, która wydobędzie jeszcze resztki mydlin.

Płyty trzeba przechowywać stojące w kolejności wg numerów katalogowych, podzielone artystami, niższym numerem matrycowym po lewej stronie, wyższym po prawej, w papierowych kopertach ochronnych. Można też płyty trzymać w starych albumach.

Jeśli płyta zawiera nagrania dwóch różnych artystów, należy ją umieścić wśród nagrań artysty o silniejszym nazwisku – wprowadzając do katalogu odpowiednią adnotację. Katalogi powinny być dwa – ułożony wytwórniami i numerami katalogowymi oraz katalog artystów, żeby wiedzieć ile płyt danego artysty posiada się w zbiorach i jakie jego piosenki. Warto też umieścić w katalogu informację o stanie w jakim znajduje się płyta, szczególnie kiedy jest pęknięta, nadłamana czy posiada rysę wzdłużną lub jakiekolwiek inne uszkodzenie.

Im płyta rzadsza – tym ciekawsza. Pytanie sąd to wiedzieć? Trzeba obserwować innych; ich aktywność na licytacjach, ich zbiory, a także rozmawiać z ludźmi… Na pewne pytania nie ma prostych odpowiedzi, ale właśnie z tego powodu ta pasja staje się jeszcze bardziej fascynująca. Najciekawsze są nagrania kobiet, z lat 20. i 30. ub. wieku. Rzadkie są stare płyty akustyczne z nagraniami Wiktorii Kaweckiej, Lucyny Messal, ale i artystów późniejszych, znanych z filmów dźwiękowych – Eugeniusza Bodo i Hanki Ordonówny. Bardzo pożądana jest Wiera Gran na płytach szelakowych, która nagrywała pod kilkoma pseudonimami – Sylwia Green, Mariol… Jeśli jakiś artysta nagrał bardzo mało płyt – również jest rzadki, ale nie każdy. Jedną z najciekawszych płyt jest Odeon z nagraniem Igo Syma, artysty, który zdradził swoich kolegów i donosił na nich do Gestapo. Po drugiej stronie jest Janina Romanówna – której głos ma wyłącznie kilka osób w Polsce. Niesłychanie rzadkie są płyty Niny Grudzińskiej, Oli Obarskiej, śpiewającego Tadeusza Bocheńskiego, przedwojennego Ludwika Sempolińskiego, Juli Żabińskiej czy Zuzanny Karin. Nie zawsze sprawdza się też ogólna zasada – im płyta starsza, tym ciekawsza. Kobiety są ciekawsze od mężczyzn, mężczyźni nagrywający mało zaś mniej ciekawsi od tych, którzy nagrali bardzo dużo (Faliszewski, Fogg, Aston). Wśród nich kolejność taka: Fogg, Aston, Faliszewski – uroda głosu? Popularność? Oczywiście jeśli płyta zachowała się w idealnym stanie to wygrywa w pojedynku z taką, która była tysiące razy grana lub jest porysowana. Stan zachowania ma często kluczowe znaczenie! Lepiej jest mieć mniej pyt, a ciekawszych i w dobrym stanie. Są płyty reklamowe, limitowane serie i edycje, etykiety sklepowe, płyty owiane legendą, z nagraniami artystów, których nazwiska niewiele nam dziś mówią, płyty legendy same w sobie – czyli płyty, o których istnieniu wiemy, ale nikt takiej nie znalazł… Są wreszcie płyty późniejsze z zamienioną etykietą podczas okupacji, ale nagraniem z matrycy przedwojennej. To płyty Odeonu; rozpoznajemy je wtedy po numerze matrycowym, a nie sugerujemy się już napisem na etykiecie. Są wreszcie płyty próbne, testowe, bez etykiet oraz bardzo pożądane matryce – metalowe krążki służące do wytłaczania płyt.  Warto zwrócić uwagę na pierwsze płytowe nagrania piosenkarzy czy też na ostatnie płyty nagrane przed wojną. Informacji o datach powstania nagrań dostarczają katalogi i opracowania. Do tego warto wyposażyć się w plakaty reklamowe, ulotki gratisowe, papierowe koperty i albumy do ich przechowywania, szczoteczki do ich czyszczenia, igły do grania i różnego rodzaju gadżety. Trzeba kilku lat, żeby się w tym wszystkim połapać i wielu prób, błędów, żeby wiedzieć co tak naprawdę warto i powinno się zbierać, a czego nie brać nawet do ręki. Dopiero po kilku latach z goryczą śpiewa się piosenkę Henryka Rostworowskiego Żal mi okazji utraconych… Bardzo często trzeba w tej branży coś stracić, żeby zyskać pewną szczegółową wiedzę, bez której nie da się iść dalej, a także bez której nie można niczego zyskać. Myślę, że właśnie ta wiedza ma w zbieraniu płyt, obok prawdziwej determinacji, największe znaczenie.

Kto nie poznał historii fonografii, wytwórni płytowych, nie orientuje się w polskiej muzyce rozrywkowej, nie ma słuchu i dobrego muzycznego gustu, nie lubi słuchać tych płyt, nie poświęca czasu, uwagi i pieniędzy na ich zdobywanie, nie chce się poświęcać dla ich zdobywania – nigdy nie będzie kolekcjonerem. Żeby nim być, trzeba włożyć w to całe serce, jak we wszystko, co robi się prawdziwie. Jan Zagozda, który profil swojej kolekcji bardzo jasno określił, zbierał nie tylko płyty, ale i nagrania na taśmach, radioodbiorniki, gazety… Słuchacze często przysyłali mu płyty w prezencie, wiele też egzemplarzy pożyczał. Niestety brał wyłącznie płyty, które mógł zaprezentować na antenie – a więc przepuścił wiele „perełek” wczesnych nagrań akustycznych (gorszej jakości), przez co wiele nagrań poszło na stracenie. Jednakże mimo to nikt nie ma większych zasług w dziedzinie ratowania nagrań, ponieważ radiowiec wyjmował z kosza na śmieci wyrzucone przez Radio taśmy szpulowe i odzyskiwał z nich nagrania. Miał też wspaniały kontakt z wieloma artystami, znał wielu z nich osobiście, rozmawiał z nimi, przyjaźnił się, a ci przekazywali mu unikatowe wiadomości, którymi zaraz dzielił się na antenie ze swoimi słuchaczami. To był pasjonat przez wielkie P i dobry człowiek, który zawsze opowiadał o innych, nigdy o sobie, którego interesowały losy innych ludzi, ich dorobek i podejście do sztuki. Dlatego właśnie to jego wybrałem na patrona swojej Kolekcji Sercem Zbieranej, gdyż ten człowiek, to moja wielka inspiracja. Wychował pokolenia słuchaczy w miłości i szacunku do muzyki retro i wychował mnie. To, co po sobie pozostawił, jest dziedzictwem, którego nie można porzucić. Trzeba to pielęgnować, kochać i popularyzować – tego nie wolno oddać ani zapomnieć. Dlatego zapraszam Państwa na YouTube, na kanał MuzykaRetro, gdzie publikuję nagrania sprzed lat, ze starych płyt, ale także programy i wywiady. Wszystkich także Państwa proszę o skontaktowanie się ze mną, jeśli znajdą Państwo w swoich zbiorach przedwojenne polskie płyty szelakowe na 78 obrotów (tak zwane płyty patefonowe) i o przekazywanie ich do mojej kolekcji, kontakt ze mną za pośrednictwem Internetu – napisanie na adres: maciej.klocinski@interia.pl, bądź do gazety Życie Powiatu Żyrardowskiego z prośbą o kontakt telefoniczny do mnie. Płyty takie chętnie przyjmę, odkupię bądź pożyczę do zgrania, w trosce o zachowanie bezcennego skarbu kultury polskiej – przedwojennych nagrań najlepszych polskich artystów, najlepszych orkiestr i instrumentalistów, którzy grali z niepowtarzalnym uczuciem i wyczuciem. Zachowane płyty to często jedyny ślad po jakiejś piosence. Nie pozwólmy, żeby zaginął! W innych dziedzinach ocalaniem dzieł sztuki zajmują się instytucje. Jeśli chodzi o piosenkę retro – to ratują ją i popularyzują konkretni ludzie – pasjonaci, najczęściej niewspierani i niefinansowani, którzy wydaje się, że jeszcze długo będą musieli liczyć na samych siebie.

Back to top button
Skip to content