Historia

Żyrardów po odzyskaniu przez Polskę niepodległości

Po czterech latach morderczych walk, toczących się na kilku kontynentach oraz śmierci nawet 22 milionów ludzi, 11 listopada 1918 r. w wagonie kolejowym we francuskiej miejscowości Compiègne, podpisano rozejm pomiędzy Niemcami a państwami ententy, kończąc tym samym Wielką Wojnę. Tego dnia wprowadzono w życie zawieszenie broni, a wojska obydwu stron zaczęły się wycofywać ze swoich pozycji.

Dzień wcześniej, 10 listopada do Warszawy – stolicy Królestwa Polskiego, w którym władzę sprawowała wówczas Rada Regencyjna, specjalnym pociągiem przyjechał Józef Piłsudski. Na dworcu głównym został przywitany zaledwie przez kilka osób, w tym przez członka Rady, księcia Zdzisława Lubomirskiego, który następnie odbył długą rozmowę z Komendantem. Członkowie Rady uważali, że tylko Józef Piłsudski, pomimo jego socjalistycznych poglądów, jest w stanie skonsolidować większość różnych, często skłóconych ze sobą stronnictw i obozów politycznych. Tego samego dnia, Komendant otrzymał od Rady Regencyjnej dowództwo nad wojskiem, a trzy dni później Rada została rozwiązana. W ten sposób Józef Piłsudski zyskał władzę zwierzchnią w odrodzonym Państwie Polskim. Odrodzonym już nie jako Królestwo, a jako – od 15 listopada 1918 r. – Republika.

A jak wyglądał dzień 11 listopada 1918 roku w Żyrardowie, w którym ponad trzy lata wcześniej, 17 lipca 1915 r., wojska rosyjskie zamieniły Zakłady Żyrardowskie w ruinę? I jak wyglądały kolejne tygodnie w mieście robotniczym, gdzie robotnicy byli pozbawieni pracy.

Tego dnia na ulicach Żyrardowa, grupki członków i sympatyków Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) oraz Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS) od wczesnych godzin prowadziły rozbrajanie niemieckich żołnierzy. Bojownicy POW zajęli Magistrat i po południu, gdy na stację w Żyrardowie wjechał pociąg z Warszawy, pod dowództwem Jana Łysanowskiego załadowali do niego ponad 300 Niemców z „biletem w jedną stronę”, kończąc tym samym okupację niemiecką w naszym mieście z czasów I wojny światowej.

Członkowie żyrardowskiego PPS utworzyli Milicję Ludową uzbrojoną w broń zdobytą na Niemcach. Tak powstała silna, około stu osobowa formacja. Komisarycznym burmistrzem Żyrardowa został dowódca Milicji – Stanisław Kamiński. Przeciwwagą dla lewicowej Milicji Ludowej miała stać się powołana kilka dni później przez zwolenników prawicy Straż Obywatelska, której głównym zadaniem było powstrzymywanie bandyckich zapędów części milicjantów. Od pewnego czasu do zniszczonego Żyrardowa wracali jego dawni mieszkańcy – przeważnie robotnicy pracujący w trakcie wojny w chylących się ku upadkowi cesarstwie niemieckim i rosyjskim. W Rosji od roku trwała wojna domowa, Niemcy stały nad jej krawędzią. W Warszawie Józef Piłsudski zaczął tworzyć pierwszy rząd Niepodległej Polski. A Żyrardów – jak będą donosić gazety w kraju – w następnych dniach znajdzie się “w rękach bolszewików”. Naszych lokalnych bolszewików…

14 listopada 1918 r. w zniszczonym w czasie wojny Żyrardowie zebrał się wiec około 300 robotników. Wyłoniono na nim Tymczasowy Komitet Rewolucyjny miasta Żyrardowa, który miał przez najbliższe dni sprawować władzę w mieście kontrolowanym głównie przez 100 osobowy oddział Milicji Ludowej. Cztery dni później ulicami Żyrardowa przeszedł pochód członków i sympatyków Socjaldemokracji Królestwa Polski i Litwy (późniejszej Komunistycznej Partii Robotniczej Polski) oraz Polskiej Partii Socjalistycznej, zakończony jeszcze liczniejszym wiecem niż poprzednio. Wszędzie powiewały czerwone flagi. Wyczuwalne było napięcie i niepokój o to, co przyniesie najbliższa przyszłość.

Wiec ten miał miejsce w Domu Ludowym im. Karola Augusta Dittricha przy placu targowym. Wybrano na nim Radę Delegatów Robotniczych, która już nie tymczasowo, a na stałe miała przejąć władzę w Żyrardowie. Później uczestnicy wiecu w asyście i przy wsparciu członków Milicji Ludowej udali się pod budynek Magistratu, będącego od 11 listopada w rękach Polskiej Organizacji Wojskowej. Tam żołnierze, wobec przewagi liczebnej manifestantów, musieli ustąpić i zgodzili się oddać Radzie Delegatów Robotniczych połowę budynku Magistratu, nad którym od tego dnia zaczął powiewać czerwony sztandar.

Następnie w nocy milicjanci obsadzili swoimi ludźmi kluczowe budynki w mieście. Kilka dni później Gazeta Warszawska pisząc o wydarzeniach z Żyrardowa, donosiła:

„(…) Bolszewicy zajęli magistrat, kasę i magazyny wraz z zapasami broni i żywności. Komisarz powiatu zwrócił się o pomoc do rządu (…)”.

Kolejne tygodnie to w Żyrardowie ciągłe wiece, pochody, spotkania oraz manifestacje, na których przemawiali między innymi żyrardowscy uczestnicy rewolucji październikowej w Rosji. Tak sytuację panującą w Żyrardowie opisał w swoim raporcie z 12 grudnia 1918 r. kapitan Meksz, dowódca lokalnego, niewielkiego oddziału Wojska Polskiego:

„(…)  w ręce miejscowych robotników po wyjeździe Niemców dostało się około 1000 karabinów i jakoby 4 karabiny maszynowe. Gdzie one są, nie wiadomo. W mieście organizuje się czerwona gwardia. W sprawach miejskich panuje okropny chaos. Wystąpić czynnie, żeby rozbroić ludzi i zaprowadzić porządek, dotychczas – nie zważając na niejednokrotne meldunki – nie otrzymałem rozkazu, a prócz tego uważam, że swymi siłami zrobić to byłoby bardzo ryzykowne. Potrzebowałbym jeszcze do pomocy jedną kompanię i 2 karabiny maszynowe. Oprócz tego melduję, że rozbrojenie ludności, odebranie władzy Radzie Robotniczej i w ogóle zaprowadzenie porządku w mieście jest rzeczą niezbędną, i to w jak najprędszym czasie, ponieważ Żyrardów jako centrum robotnicze, gdzie jest 12 tysięcy robotników, większości z których nie ma roboty, jest zarazą bolszewizmu nie tylko dla całej okolicy, lecz i dla całego państwa (…)”

W połowie grudniu 1918 r. w Żyrardowie władzę nadal sprawowała Rada Delegatów Robotniczych. 16 grudnia w Domu Handlowca w Warszawie odbył się zjazd Socjaldemokracji Królestwa Polski i Litwy oraz PPS-Lewicy, na którym obie partie połączyły się i utworzyły nową organizację – Komunistyczną Partię Robotniczą Polski. Wśród uczestników zjazdu, odbywającego się pod hasłem: „cała władza musi przejść w ręce proletariatu miast i wsi, zorganizowanego w Radach Delegatów Robotniczych” była liczna delegacja żyrardowskich komunistów. Na zjeździe ogłoszono poparcie dla rewolucji i rządów bolszewickich w Rosji, oczekiwano na szybkie zwycięstwo rewolucji w Niemczech, a przede wszystkim – nie uznano niepodległości Polski. Komuniści uważali, że już nadchodzi wielka rewolucja światowa, nic nie może stanąć na drodze do jej zwycięstwa i wszystko musi być podporządkowane walce klas.

Władze w kraju miał sprawować podporządkowany bolszewikom rząd Polskiej Republiki Rad, wyłoniony przez Rady Delegatów Robotniczych, w których kontrole miały przejąć Komitety Miejskie Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Członkami żyrardowskiego Komitetu Miejskiego KPRP zostali między innymi: Stanisław Strzelecki jako przewodniczący, Franciszek Biedrzycki, Andrzej Malinowski oraz Edmund Majchrzak. Ich żyrardowska siedziba znajdowała się w budynku nr 50 przy ulicy Wiskickiej (obecnie 1 Maja).

Komunistom zależało na destabilizacji młodego państwa polskiego, dlatego w różnych miastach prawie dzień w dzień organizowali manifestacje, wiece i pochody. Jeden z takich pochodów z 29 grudnia 1918 r. zakończył się zamieszkami w Warszawie i wymianą ognia z Wojskiem Polskim. W dniu następnym w Żyrardowie, w odpowiedzi na te wydarzenia, robotnicy aresztowali dyrektorów i przejęli zarząd nad Zakładami Żyrardowskimi. Interweniowało wojsko i uwolniono przetrzymywanych, jednak Żyrardów pozostawał w rękach Rady Delegatów Robotniczych i Milicji Ludowej. Robotnicy z całej Polski, w tym z Żyrardowa, wysyłali do Warszawy swoje delegacje z żądaniami wobec rządu. Nie rozumiejąc lub nie chcąc zrozumieć fatalnej sytuacji gospodarczej, geopolitycznej i wewnętrznej Polski, żyrardowscy komuniści i socjaliści żądali między innymi: stałych pensji dla bezrobotnych, zapłaty za każdy dzień trwania wojny dla każdego robotnika i natychmiastowej odbudowy fabryki. Tak, jakby to młoda Polska, która dopiero kilka tygodni wcześniej odzyskała po 123 latach niepodległość, ponosiła winę za zniszczenie Zakładów Żyrardowskich w 1915 r. przez wycofujące się wojska rosyjskie, a przez to była też sprawcą olbrzymiego bezrobocia w naszym mieście.

Na początku stycznia 1919 r., niecałe dwa miesiące po odzyskaniu niepodległości, młode państwo polskie przeżywało bardzo trudny okres. Ciągłe manifestacje robotnicze, powstanie partii komunistycznej wrogiej Wolnej Polsce, brak jedności w społeczeństwie, coraz ostrzejszy konflikt między lewicą a prawicą, a także trudna sytuacja geopolityczna nie napawały optymizmem. Wobec powyższego, w nocy z 4 na 5 stycznia 1919 r. rozpoczął się w Warszawie prawicowy zamach stanu. Na czele spiskowców chcących aresztować członków rządu Jędrzeja Moraczewskiego i przejąć władzę, stał książę Eustachy Sapieha i generał Marian Januszajtis. Po kilku godzinach spiskowcy zostali jednak rozbrojeni i aresztowani, a po rozmowie z Józefem Piłsudskim, otrzymaniu od niego reprymendy i wysłuchaniu gorzkich słów na swój temat, zostali po prostu zwolnieni do domów, nie ponosząc poważniejszych konsekwencji.

Piłsudski potrzebował pretekstu do ustabilizowania sytuacji w państwie. Największym zagrożeniem były konflikty wewnętrzne, które mogły przerodzić się w wojnę domową. Do takiej sytuacji musiała doprowadzić rosnąca w siłę pozycja ruchów socjalistycznych i komunistycznych. Naczelnik Państwa nie mógł otwarcie przeciw nim wystąpić, nie prowokując jednocześnie zamieszek w całym kraju. Lecz w sytuacji, w której prawica siłą próbowała przejąć władzę, a lewica skupiona wokół RDR nieomal wypowiedziała władzy posłuszeństwo, Józef Piłsudski ustawiał się w pozycji obrońcy ładu i bezpieczeństwa. I mógł natychmiast przystąpić do działania w celu przywrócenia porządku w różnych miastach i miasteczkach niepodległej Polski.

W nocy z 5 na 6 stycznia 1919 r., Piłsudski wysłał dwie kompanie Wojska Polskiego do Żyrardowa,w celu zakończenia tamtejszej małej rewolucji bolszewickiej i ukrócić anarchię. Żołnierze przyjechali z Warszawy pociągiem i od razu przystąpili do działania. Uwolnili przetrzymywanych przez milicjantów członków Straży Obywatelskiej, a następnie rozpoczęli aresztowania. Zatrzymano między innymi przewodniczącego żyrardowskiej RDR – Władysława Choińskiego oraz jego zastępce Franciszka Biedrzyckiego z KPRP.

Żyrardowska Milicja Ludowa dysponowała około 1000 karabinów i 4 karabinami maszynowymi, jednak jej członkowie zostali zaskoczeni błyskawiczną akcją wojska. Dowódca lokalnego oddziału WP – kapitan Meksz wysłał do komendanta Milicji Ludowej polecenie złożenia broni. Ten jednak odmówił. Padły strzały w stronę budynku, w którym przebywało 30 milicjantów. Wobec przewagi liczebnej, po kilkudziesięciu nerwowych minutach milicjanci musieli się poddać i wojsko przystąpiło do dalszych aresztowań – łącznie w Żyrardowie zatrzymano około 50 osób, a z budynku magistratu w końcu zniknął czerwony sztandar.

Następnego dnia Rada Ministrów wprowadziła stan wyjątkowy w Warszawie i jej okolicach. Zakazane były wiece i manifestacje, a uczestnicy zajść mieli być od razu stawiani przed sądami wojskowymi. Tymczasem w Żyrardowie, na wieść o przyjeździe dwóch kompani wojska i nocnych aresztowaniach, po południu zebrał się kilku tysięczny tłum. Demonstranci domagali się uwolnienia zatrzymanych, a żołnierze nie byli w stanie rozpędzić zgromadzonych. Nie wiadomo do końca kto pierwszy oddał strzały, lecz już po chwili rozpoczęła się wymiana ognia i walki uliczne. Strzelano z tłumu, okien i dachów. Byli ranni, choć na szczęście nie było ofiar śmiertelnych. Aby ratować napiętą sytuację, żołnierze oddali kilka serii z karabinów maszynowych w powietrze, co skutecznie ostudziło emocje protestujących, a tłum rozbiegł się na wszystkie strony.

Pod wieczór z Warszawy nadjechał pociąg specjalny, do którego wsiedli żołnierze oraz aresztowani komuniści i socjaliści. Mała żyrardowska „rewolucja bolszewicka” dobiegła końca, lecz to nie był koniec problemów mieszkańców Żyrardowa, z których większość nadal nie miała stałej pracy, a żyrardowska fabryka jeszcze przez wiele miesięcy znajdowała się w ruinie.

Back to top button
Skip to content