Ważne!WywiadŻyrardów

Życie Powiatu Żyrardowskiego to ludzie, to my…

Rok gazety to czas podsumowań, życzeń i pomysłów na dalsze działania. To też czas na wzięcie głębszego oddechu i rozliczenia się przed samym sobą. To też możliwość, by dać się poznać. Dlatego zapraszamy Was do rozmowy… do naszej redakcji od kuchni, bo przy kawie rozmawia się nam najlepiej.

Weronika Lipka: Co zainicjowało założenie Życia Powiatu Żyrardowskiego?

Wojciech Wesołowski: Pomysł pojawił się dlatego, że na żyrardowskim rynku prasy powstał monopol. Po wycofaniu się „Głosu Żyrardowa i okolicy” zauważyłem przestrzeń do działania. Nigdy nie jest dobrze, jeśli jakiś rynek jest zmonopolizowany. W przypadku mediów i rynku informacji jest to nie tylko niedobre, a nawet niebezpieczne. To właśnie dlatego zdecydowałem, że wchodzimy na rynek mediowy w Żyrardowie szerzej. Mówię szerzej, ponieważ  od 2016 roku jesteśmy na rynku mediowym w Żyrardowie – wcześniej jako „Informacje żyrardowskie”.

Dlaczego nie kontynuowałeś „Informacji żyrardowskich”?

Z różnych względów. Życie Powiatu Żyrardowskiego już w swojej nazwie ma szersze pole działania i zasięg terytorialny. Z nazwą „Informacje żyrardowskie” już nieco zasięg się zawężał. Tu oczywiście chodzi też o konkurencyjność, bo konkurencja, jeśli jest zdrowa, jest dobra dla obu stron. To też jest wzajemnie napędzające do działań, rozwoju.

Tworzenie i bycie konkurencją jest dla Ciebie podstawowym założeniem prowadzenia gazety?

Nie, nie jest to nadrzędny cel, ale z natury lubię konkurować. Chęć bycia lepszym z założenia sprawia, że zyskują na tym nasi Czytelnicy. Z pewnością wartością dla mieszkańców jest to, że mogą przeczytać tę samą informację napisaną w zupełnie inny sposób, co powoduje, że Czytelnik sam może wyrobić sobie swoją opinię i swoje zdanie na dany temat. Pewne mechanizmy pokazują, że subtelna zmiana w narracji danej informacji powodują zupełną zmianę w odbiorze informacji. To szalenie istotne zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że media ciągle są postrzegane jako czwarta władza.

Podczas naszych pierwszych rozmów i ustalaniu kształtu naszej współpracy oboje podkreślaliśmy jak istotne jest tworzenie rzetelnych informacji i dawanie przestrzeni do dwugłosu. Wydaje mi się, że w ciągu minionego roku udało nam się to osiągnąć.

Najważniejszą sprawą dla mnie od tego 2016 roku, ponieważ wtedy zacząłem interesować się mediami był i jest Kodeks Etyki Dziennikarskiej i Prawo Prasowe. Czyli konieczność sprawdzenia informacji i rzetelność. Bardzo zależało mi i zależy na tym, by nikt nie postrzegał nas jako mocno ukierunkowanych w przekazie mediów tymczasowych, które w okresie przedwyborczym zawsze pojawiają się jak grzyby po deszczu. Tam widać na pierwszy rzut oka, że te media nie są obiektywne i są ulotką wyborczą. Ja chcę, żeby przyświecające nam zasady były wiecznie żywe.

To chyba też dobry moment, żeby podkreślić, że właściwie ten moment rozpoczynających się kampanii wyborczych zaraz ruszy z kopyta, a co za tym idzie spodziewamy się, że te „nowe media” w Żyrardowie zaraz się pokażą.

To kolejny temat, który zawsze się pojawia w kalendarzu wyborczym, więc zacieram ręce aż pojawiają się nowe media, portale, profile na social mediach, które będą usiłować tworzyć złudne wrażenie obiektywnych mediów. Najgorsze jest to, że mało wprawny Czytelnik, widz lub słuchacz nie dostrzega tego, że przekaz informacji na tego typu stronach ma podwójne dno. Mi zależy na tym, żeby przekazać informacje takie, jakie są. Najważniejsze, by to Czytelnik mógł wyrobić sobie zdanie na dany temat. Nie chcę nikogo do niczego przekonywać. To nie jest cel pracy dziennikarza.

24 czerwca minął rok odkąd pojawił się na rynku pierwszy numer Życia Powiatu Żyrardowskiego. Czy po tym czasie możesz już mówić o dumie? Jesteś z siebie dumny?

No jasne! Jestem dumny z tego, że daliśmy radę. Wypracowaliśmy sobie różne ścieżki postępowania. Przecież nikt z nas nie miał wcześniej do czynienia z gazetą. A to są różne kwestie z tym związane. Właściwie wszyscy weszliśmy tu z nowych mediów i ten krok w stronę mediów tradycyjnych wiązał się dla nas z wieloma wyzwaniami. To stworzenie naprawdę fajnego zespołu powoduje u mnie dumę. Mam też satysfakcję z tego, że faktycznie wydajemy się co dwa tygodnie, jak mieliśmy to założone. Nie mamy od tego ustępstw poza świętami, którym zdarzy się nas zaskoczyć w kalendarzu. No i niesamowicie ważna jest satysfakcja z pracy.

Te nasze liczby robią naprawdę dobre wrażenie. W końcu można nas znaleźć w ponad 80 punktach w powiecie żyrardowskim. Wydajemy się w nakładzie 10 000 egzemplarzy co dwa tygodnie. To niesamowicie miłe, że bardzo często ludzie dopraszają się o zwiększenie liczby egzemplarzy w danym punkcie, bo właściwie w ciągu tych pierwszych dni nasza gazeta znika. Nieskromnie możemy powiedzieć, że są punkty, w których gazeta już pierwszego dnia znika w setkach egzemplarzy. To napędza do działania.

No i tu znowu wracamy trochę do punktu wyjścia. Jeśli nasze informacje nie byłyby dobrej jakości, nie mielibyśmy ciekawych treści, to nie mielibyśmy też tylu Czytelników. A to, co powiedziałaś a propos znikających egzemplarzy… będziemy to usprawniać. Mam świadomość tego, że tej gazety w różnych punktach brakuje. Ze względów finansowych nie będę zwiększać nakładu. Od tego wydania w naszych punktach dystrybucyjnych, na naszych stojakach pojawią się naklejki z kodem QR, które znajdą się pod ostatnią gazetą. Kiedy tej gazety zabraknie, ktoś weźmie ostatni egzemplarz, to będzie mógł nas o tym poinformować właśnie skanując kod QR aparatem w telefonie komórkowym.

Trudnym tematem są dziś podwyżki. Ten pierwszy rok był jednocześnie dość brutalny, jeśli chodzi o media papierowe. To jedyna przeszkoda, która pojawiła się w tym roku? Czy jest coś, co jeszcze Cię zaskoczyło? Z premedytacją nie chcę nazywać tego problemem, a zadaniem do rozwiązania.

Dużą przeszkodą była na pewno pandemia, kiedy mieliśmy ograniczony dostęp do informacji. Imprezy, które się odbywały były zamknięte lub odbywały się w wąskim gronie, a my walczyliśmy wtedy o widoczność. To było spore wyzwanie. A podwyżki… no one oczywiście dotykają nas wszystkich w życiu codziennym. To nie tylko jest koszt druku i papieru, ale również paliwa czy realnych kosztów pracy. Staramy się sobie z tym poradzić. To wyzwanie, z którym wszystkie media nie tylko lokalne muszą sobie dziś poradzić. Kto sobie nie poradzi, ten przestanie istnieć.

A największe wyzwanie? To z pewnością konieczność bycia na bieżąco, życie informacją i trzymanie jej tempa. Przecież każdy z nas walczy o to, by być pierwszym w przekazie informacji.

Porozmawiamy o pieniądzach?

Ok, czemu nie!

Od początku istnienia gazety pojawia się pytanie, z czego się finansujemy. I taką chyba najpowszechniejszą plotką jest informacja, że jesteśmy finansowani przez starostwo powiatowe w Żyrardowie. Może powiedzmy wprost i głośno. Życie Powiatu Żyrardowskiego nie jest gazeta finansowaną przez jakikolwiek samorząd.

Nie jest. Nie finansuje nasz żaden samorząd. Nie stoi za nami żadna partia polityczna. Gazeta jest finansowana przeze mnie i naszych sponsorów. Poziom rentowności jest oczywiście tajemnicą handlową, ale między innymi z tego względu nie będziemy zwiększać nakładu, tak żeby to wszystko się spinało. Nakład jest tak czy inaczej dwa razy większy od konkurencji. Choćby ze względu na to, że gazeta jest darmowa, musimy sprawdzać poziom opłacalności jej wydawania. Kiedy powstawało Życie Powiatu Żyrardowskiego założeniem było, by ten dostęp do informacji był powszechny i darmowy i dopóki to się udaje, jestem zadowolony i czuję, że spełniamy swoje zadanie, ale przyglądamy się temu, co dzieje się na rynku. Jeśli podwyżki będą galopować w takim tempie możliwe, że będziemy przyglądać się różnym rozwiązaniom.

Zakładasz taką opcję, żeby ŻPŻ stało się pismem samorządowym?

Nie zamykam się na żadną współpracę. Aczkolwiek zakup stron gazetowych przez samorządy lub wiązanie się z umowami samorządowymi zawsze wiąże mediom ręce, ogranicza swobodę interpretowania informacji. Czuję, że samorządy są nieufne mediom jeśli ich nie wezmą na listę płac – to duży problem w Polsce. Chciałbym żeby nas postrzegano jako rzeczową, rzetelną i obiektywną gazetę – bez lania wody na stronach wykupionych przez samorządy.

Ograniczony obiektywizm?

No mamy pewne doświadczenia z przeszłości na lokalnym podwórku, które doskonale nam pokazywało do czego prowadzi pełna władza samorządu nad mediami. I to było bardzo złe. Należy oddać honor, że nie mówimy o obecnych samorządach, a dzisiejsze samorządówki, media samorządowe nie mają tak kneblowanych ust i narzucanych informacji. Tu nie ma manipulacji. W przeszłości bywało z tym naprawdę różnie. Taka zasada, która również przyświeca mi w codziennej pracy…. W ogóle w życiu to robienie różnych rzeczy tak, by móc codziennie rano budzić się i bez problemu spojrzeć w lustro, spojrzeć sobie w twarz.

Rok gazety to taki czas, kiedy z pewnością robiłeś sobie podsumowanie, ale też plany. Jak wyobrażasz sobie przyszłość ŻPŻ?

W najbliższym czasie musimy znaleźć nowego dziennikarza, który przejmie Twoje obowiązki, bo nie jest tajemnicą, że nasza redakcyjna rodzina się powiększa. To jest dla mnie wyzwanie numer jeden.

Kiedy ja robiłam sobie podsumowanie tego roku, ogromną radość i dumę daje mi spoglądanie na listę autorów, z którymi udało nam się nawiązać współpracę. Zaczynaliśmy od Mateusza Waśkowskiego, który wzbogacał nasze pierwsze wydania swoją wiedzą historyczną. Dziś dział historia nie jest tak regularna, ale w to miejsce udało nam się pozyskać prawdziwe perły. Właśnie kończymy cykl wywiadów z żyrardowskimi rzemieślnikami zrealizowanych przez Stowarzyszenie „Nasze Imaginarium”. Mamy lokalną propagatorkę czytelnictwa – Klaudię Appel, która na łamach naszej gazety zainicjowała „Żyrandol” – Kółko Literackie dziś rozpoznawalne w różnych kręgach literackich w Polsce. Dumą napawa mnie współpraca z Maciejem Klocińskim, w którym upatruję Macieja Twardowskiego naszych czasów. Wierzę, że za jakiś czas będziemy czytać książki Macieja, w których będzie się dzielić swoją unikatową muzyczną wiedzą. W ostatnim czasie udało nam się pozyskać świetnych autorów – niesamowicie kreatywną Aleksandrę Skrowron-Pałkę z NaLi Natural, która dzieli się swoją zielarską wiedzą i przepisami na zdrowie i urodę. I chyba nikt nie opowiada tak o kwestiach związanych z wychowaniem, pedagogiką jak Mikołaj Kuleta. Patrząc na to, jak unikatowe treści udaje nam się przekazać naszym Czytelnikom, jestem naprawdę dumna. Wiem, że Ci ludzie wzbogacają naszą redakcję i za każdym razem czekam na te teksty, bo dają mi nieopisaną radość. Jestem też bardzo dumna, że nasza gazeta stała się miejscem publikacji dla autorów, którzy swoje utwory chowali do szuflady. Dzięki rubryce z poezją, mogliśmy szerszej publiczności prezentować wiersze lokalnych poetów. Nieregularnie pojawia się również nasza kolumna mistrzowie Słowa, w której publikujemy teksty lokalnych literatów. Oczywiście w tym miejscu zachęcamy wszystkich, którzy chcieliby spróbować swoich sił na rynku literackim, mogą u nas publikować swoje treści. Wystarczy je przesłać na redakcja@zycie-powiatu.pl

Był jakiś temat w ciągu tego roku, który zrobił na Tobie wyjątkowe wrażenie? Przyznam, że u mnie to był z pewnością czas wojny, który bardzo mnie zaskoczył i bardzo uderzył we mnie osobiście. Pierwszy dzień wojny w Ukrainie przypadał na nasz Tłusty Czwartek. Mieliśmy wtedy nowe wydanie i akcję rozdawania pączków. Po wszystkim wróciłam do domu i miałam wrażenie, że to nie jest ta sama rzeczywistość, którą zostawiłam wychodząc do pracy. To był moment, kiedy zderzenie mojej emocjonalności było trudne do pogodzenia z profesjonalizmem…

Dla mnie jednym z trudniejszych tekstów, tematów była sprawa byłego prezydenta. Ta sprawa wynikała z dziennikarskiego śledztwa, które przeprowadzałem jeszcze za czasów „Informacji żyrardowskich”. Dla mnie to była ogromna ciekawość w kontekście informacji, do których mi udało się dotrzeć i uzasadnień, które przedstawił sąd. W tej sprawie było mnóstwo wątków pobocznych, o których niewiele osób ma dzisiaj pojęcie. Wydaje mi się, że raz to była sprawa głośna na całą Polskę, dwa – trudna dla naszego samorządu. Uważam, że ta sprawa powinna być lekcją i przestrogą dla nas wszystkich. A ludzie na stanowiskach powinni wiedzieć, że nad nimi stoi prawo. To też jest takie dziennikarstwo, którego bardzo sobie życzę. Chciałbym, żeby takie dziennikarstwo było w lokalnych mediach możliwe. Czuję, że nam może się to udać. Była to też dla mnie ogromna lekcja, bo ja nigdy tak nie pracowałem i takiego dziennikarstwa też się uczyłem.

Czego sobie i nam jako redakcji życzysz z okazji urodzin Życia Powiatu Żyrardowskiego?

Żebyśmy nie zwalniali tempa. A z okazji naszych urodzin na pewno chciałbym podziękować naszym Czytelnikom. Bo najlepsze teksty, najciekawsze tematy nie miałyby znaczenia, gdyby nie było dla nich odbiorcy…

 

 

Back to top button
Skip to content