Historia

Starożytny skarb z okolic Żyrardowa

Jeden z największych w Polsce, ale i w Europie, zachowanych w całości skarbów zawierających denary rzymskie, a odkryty poza granicami dawnego Imperium Romanorum, na terenie tzw. barbarzyńskiej Europy, został znaleziony 54 lata temu, zaledwie 6 kilometrów od Żyrardowa, tuż przy rzece Pisi Gągolinie.

Szacuje się, że skarb ten liczył początkowo nawet około 1600 srebrnych monet, wybitych w okresie od I wieku przed naszą erą do III wieku naszej ery. Spośród zabezpieczonych monet, najwięcej pochodzi z II wieku, z czasów przed rozpoczęciem tzw. wojen markomańskich; z drugiej połowy tego stulecia. Prezentują wizerunki ponad dwudziestu cesarzy i nie tylko. Najstarszym okazem jest denar legionowy Marka Antoniusza, świetnego dowódcy wojskowego, stronnika Cezara i kochanka Kleopatry, z roku 32 lub 31 p.n.e, a najmłodszym denar cesarza Makrynusa zwanego Maurem, który swoje trwające raptem 14 miesięcy rządy, zakończył ginąc z ręki jednego z centurionów rzymskiej armii, z 217 lub 218 roku n.e. Prócz rzymskich monet, niedaleko Żyrardowa znaleziono także złotą ozdobę, prawdopodobnie zawieszkę, oraz między innymi grecką drachmę ze starożytnego miasta Amisos nad Morzem Czarnym (dzisiejszy Samsun w Turcji) czy kilka „podróbek” rzymskich denarów, wykonanych przez barbarzyńców. Tylko kto pozostawił tu tak wielką ilość srebrnych monet, około 1800 lat temu, na łące porośniętej wokół prastarą puszczą, którą przecinała leniwie płynąca rzeka? Zacznijmy jednak od tego, kto i w jakich okolicznościach odkrył ten skarb.

1 maja 1967 roku, we wsi Drzewicz Nowy, na terenie należącym do rodziny Tonderów, syn gospodarza, kilkunastoletni Grzegorz, zajmował się usuwaniem kretowiska, które pokryło ojcowską łąkę. W jednym z krecich wykopów, w odległości jakiś 20 metrów od koryta Pisi Gągoliny, zobaczył coś błyszczącego. Podszedł zaciekawiony, rozkopał nogą, schylił się i podniósł, jak się miało później okazać, jeden z rzymskich denarów. Zdziwiony zaczął kopać dalej i wyciągał kolejne monety, a w końcu wziął kilka w kieszeń, resztę przysypał ziemią i poszedł do domu. Choć długo musiał się zastanawiać co znalazł, to nie mógł nawet przypuszczać, przypadkowo jakiego dokonał okrycia. I pozostawało pytanie, co z tym tajemniczym skarbem ma teraz zrobić.

Następnego dnia Grzegorz powiadomił swoich kolegów z Drzewicza i sąsiedniego Oryszewa o znalezisku i wspólnie z nimi rozkopał łąkę ojca w miejscu kretowiska. To doświadczenie dla tych dzieciaków musiało być niezwykłe – stali się prawdziwymi poszukiwaczami skarbów! Ten fragment podmokłej łąki należącej do rodziny Tonderów przy Pisi Gągolinie, najprawdopodobniej nigdy nie był orany i dlatego monety przez kilkanaście wieków przeleżały nietknięte na niewielkiej głębokości w ziemi.

Przed uregulowaniem koryta rzeki, teren ten znajdował się na tarasie zalewowym, choć nie bagiennym. 1800 lat temu równina łowicko-błońska, na obszarze której znajduje się Żyrardów i Nowy Drzewicz, w znacznej części zajmowała wielka puszcza, ciągnąca się przez kilka obecnych województw. Osadnictwo było rozproszone, a niewielkie osady budowano wzdłuż pobliskich rzek: Pisi, Utraty, Suchej i przede wszystkim – Bzury. W okolicach dzisiejszego Sochaczewa, we wsi Antoniew, odkryto pozostałości osady oraz niezwykły ołtarz do składania ofiar w kształcie podkowy, a także różne przedmioty przeznaczone do starożytnych rytuałów magicznych i religijnych, żyjących na tym obszarze ludzi. Kim byli? – przedstawicielami tzw. kultury przeworskiej, utożsamianymi z ludem Wandalów.

150-200 lat po ukryciu skarbu w dzisiejszym Nowym Drzewiczu, w trakcie Wędrówki Ludów, Wandalowie wdarli się daleko wgłąb cesarstwa. Później utworzyli olbrzymie królestwo na półwyspie iberyjskim oraz w północnej Afryce, w skład którego wchodziła jeszcze między innymi Sycylia i Sardynia. I dokonali w 455 roku dewastacyjnego najazdu na Rzym, podczas którego, przez dwa tygodnie plądrowali miasto i uprowadzili tysiące jeńców, w tym specjalistów z różnych dziedzin – między innymi architektów i inżynierów. Mimo obietnicy złożonej papieżowi Leonowi I przez króla Wandalów Genzeryka, że jego ludzie nie będą niszczyć budynków, Wandalowie w trakcie plądrowania Rzymu z wszystkiego co miało jakąś wartość, wyrywali ze ścian starożytnych świątyń i budynków żelazne mocowania kamiennych bloków, a przez to część budynków uległa zawaleniu. W przyszłości nazwa Wandalów stała się synonimem dla określenia osób wszystko niszczących – wandale/wandal/wandalizm. 21 lat później, w 476 roku, historia zachodniego imperium rzymskiego, dobiegła końca.

Wróćmy jednak z odległego Rzymu i północnoafrykańskiego królestwa Wandalów, do okolic Żyrardowa i okresu wcześniejszego o ponad 200 lat, gdy omawiany skarb został ukryty w sąsiedztwie rzeki Pisi. Mieszkający tu Wandalowie trudnili się głównie rolnictwem i drobnym rzemiosłem. Uprawiali zboża, żyta, posługiwali się koniem, hodowali bydło i świnie, a przy domach trzymali psy. Wytwarzali narzędzia z żelaza, a obróbka gliny pozwalała im produkować naczynia ceramiczne. Żyli w małych społecznościach, przeważnie w grupach osób blisko ze sobą spokrewnionych. Trudnili się także handlem, w końcu znajdowali się niedaleko bocznej odnogi szlaku bursztynowego. Prawdopodobnie sprzedawali futra, a może także zdobytych podczas wypraw wojennych niewolników.


Wandalowie stanowili zaplecze dla Markomanów i Kwadów podczas trwających w latach 167-180 wojen z Imperium Rzymskim. Dzięki handlowi dalekosiężnemu (pośredniemu i bezpośredniemu) oraz wyprawom wojennym, mogli przez dziesiątki lat gromadzić denary rzymskie, przechowywane w formie depozytu na trudniejsze czasy. Wandalowie z terenów zachodniego Mazowsza handlowali także, a może przede wszystkim, żelazem, które masowo produkowano z rudy darniowej. Szacuje się dziś, że na tym obszarze funkcjonowało od 120 do 150 tysięcy dymarek, w których okoliczna ludność wytwarzała ten cenny metal na potrzeby własne i na handel z innymi plemionami, a może także i z rzymianami. Odkrycia wybitnego archeologa Stefana Woydy, których dokonywał od 1968 do 1975 roku, wykazały, że na zachodnim Mazowszu, przez kilka wieków istniał niespotykany poza granicami cesarstwa, wysoce wyspecjalizowany i jeden z największych ośrodków hutniczych w tzw. barbarzyńskiej Europie (drugi po ośrodku świętokrzyskim). Tuż przed tym wielkim odkryciem, a trzy lata po zakończeniu studiów, po których rozpoczął pracę jako Konserwator Zabytków Archeologicznych w obrębie województwa warszawskiego, Stefan Woyda 10 maja 1967 roku przyjechał do Drzewicza Nowego, w celu zbadania odkrycia na łące należącej do rodziny Tonderów.

Kilka dni po odkryciu młodego Grzegorza, łąkę jego ojca codziennie odwiedzały grupki okolicznej młodzieży, wykopującej dziesiątki starożytnych rzymskich denarów, zgromadzonych dawno temu przez Wandalów znad Pisi. Monety, a może i inne przedmioty, uległy znacznemu rozproszeniu. Prawie każdy mieszkaniec Drzewicza i sąsiednich miejscowości miał w domu część tego skarbu. W końcu o odkryciu dowiedzieli się: dyrektor Szkoły Podstawowej w Oryszewie – Przybylski oraz dyrektor tamtejszego Zakładu Poprawczego – Czarny, którzy powiadomili dalej Polską Akademię Nauk i Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Wtedy do Drzewicza został wysłany Stefan Woyda, który od razy po przybyciu, podjął działania w celu identyfikacji i zabezpieczenia znaleziska, szeroko wywołującego sensację.

O znalezisku napisano w Życiu Żyrardowa i prasie ogólnopolskiej, mówiono o tym także w telewizji. Okoliczna młodzież pomogła i szybko udało się odzyskać ponad 800 monet. Rozpoczęto także prace nad wydobyciem z ziemi dalszych denarów i ewentualnie innych przedmiotów, w których uczestniczyła grupa studentów z Uniwersytetu Warszawskiego i mocno zaangażowana okoliczna młodzież. W tym czasie milicja w pobliskich miejscowościach sprawdzała, czy wszystko zostało oddane. W ciągu następnych 3 miesięcy zgromadzono 1068 denarów i złotą ozdobę.


Okazało się, że skarb był położony na płytkiej głębokości, w zwartej formie, włożony do ziemi prawdopodobnie bez żadnego opakowania. Po wydobyciu, trafił do Muzeum Narodowego w Warszawie, gdzie Aleksandra Krzyżanowska wykonała jego ekspertyzę. Do 1970 roku odzyskano ponad 1200 monet, choć szacuje się, że jeszcze około 400 jest w rękach prywatnych. W 1975 roku powstało Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego, w którym dzisiaj znajduje się większość skarbu z Drzewicza. Na jego lokalizację wybrano Pruszków, stanowiący środkowy punkt tego wielkiego okręgu metalurgicznego, a jego dyrektorem został Stefan Woyda. Młodzież i osoby, które pomogły w poszukiwaniach i odzyskiwaniu monet, otrzymały oficjalne podziękowania i nagrody za swoją ciężką pracę. Tylko dalej pozostaje pytanie, dlaczego ktoś z Wandalów znad Pisi lub innej sąsiedniej rzeki, zostawił tu tak dużą ilość monet?


W marcu 2020 roku ujawniono odkrycie jeszcze większego skarbu z podobnego okresu; skarbu spod Hrubieszowa, znalezionego na polu w miejscowości Cichobórz w województwie lubelskim. Skarb ten zawiera ponad 1700 denarów rzymskich – 5.5 kg srebra. Został ukryty przez tamtejszych Wandalów w trakcie najazdu Gotów, którzy rozpoczęli swoją Wędrówkę Ludów ze Skandynawii pod koniec II i na początku III wieku. Goci w drodze znad Bałtyku na południe i południowy wschód, musieli przejść także przez ziemie dzisiejszego zachodniego Mazowsza. Rozproszeni Wandalowie nie byli wstanie oprzeć się inwazji, w wielu miejscach podejmowali walkę, jednak musieli masowo opuścić ziemie swoich przodków i ruszyć na południe, nad Dunaj. Część myśląc, że opuszcza te okolice tylko na jakiś czas, zostawiła w ziemi różne cenne przedmioty, jak denary rzymskie nad Pisią, by później wrócić i je odzyskać. Lecz nigdy nie wróciła. Był to okres wielkich migracji, które ostatecznie doprowadziły Rzym do upadku. Tak zakończyła się epoka starożytności, a skarb znad Pisi, musiał poczekać jeszcze kilkanaście wieków, aż został odkryty.

(dziękuję Panu Marcinowi Woźniakowi z działu archeologii Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego im. Stefana Woydy w Pruszkowie, za pomoc w zdobyciu informacji dot. skarbu oraz za przesłanie zdjęć, a wszystkich serdecznie zachęcam do odwiedzenia MSHM i zobaczenia denarów rzymskich ze skarbu w Drzewiczu, ale także wielu innych przedmiotów związanych z kulturą przeworską i mazowieckim ośrodkiem metalurgicznym – Mateusz Waśkowski, Echo Żyrardowskie).

Więcej informacji mogą Państwo znaleźć na stronie www.facebook.com/echozyrardowa/

 

Źródło
Echo Żyrardowskie
Back to top button
Skip to content