Kultura

Cynamon między kartkami

Dla bohatera pierwszej części serii „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta bodźcem przywołującym wspomnienia był smak zanurzonej w herbacie magdalenki. Dla mnie: zapach cynamonu.

Pamiętam kremowy kredens w kuchni u babci. Obok młynka do kawy stały cztery czarne puszki z białymi napisami: KAWA, KAKAO, CUKIER, CYNAMON. Ileż tam szarlotek nasiąkało słodkim cappuccino z puszystą pianką oprószoną cynamonem! Nie dziwi zatem fakt, że ta aromatyczna przyprawa zawiesza mój czas i tworzy przestrzeń do rozmowy, niczym dymek przy małej czarnej w „Kawie i papierosach” u Jima Jarmuscha.

Legendy głoszą, że potłuczona na miazgę laska cynamonu wchodziła w skład eliksiru, który miał zapewniać boską siłę. Mnie do pełnej mocy wystarczy 50-gramowa kostka czekolady z cynamonem na drewnianej łyżeczce, którą można rozpuścić w kubku gorącego mleka. Jeśli połączyć tę czynność z czytaniem dobrej książki – przyjemność gwarantowana.

Weźmy „Czułego barbarzyńcę” Bohumila Hrabala. Wyciągam z pamięci cytat, jakbym zanurzała dziecięcą rączkę w pojemniku z cynamonem i posypywała nim kartki: „(…) pisanie było częścią jego psychoterapii, ponieważ kiedy pisał, wentylował za pomocą dłoni rozgrzany kocioł swego mózgu. Pisał w nocy ten swój dziennik ołówkiem stolarskim, gdyż tok jego myśli był tak prędki, że Vladimir jedynie z największym trudem nadążał za ciągiem obrazów, które oszałamiały go i pozbawiały tchu. Był wtedy połączony z tą księgą tak, jak książka telefoniczna z budką telefoniczną za pomocą łańcucha”.

Zapytałam niedawno znajomych o tytuły książek i filmów, w których pojawia się CYNAMON. Zanim woda naciągnęła herbacianym brązem, na tablicy pojawiła się lawina odpowiedzi. Na pierwszym miejscu (rzecz jasna!) „Sklepy cynamonowe”, po które sięgam kolejny już raz, zwłaszcza teraz, w roku Brunona Schulza, w którym przypada 130. rocznica urodzin i 80. rocznica śmierci pisarza. To dobra okazja, aby uczcić pamięć artysty wybitnego, którego słowa nigdy nie opadają na dno szklanki: „Niebo obnażało tego dnia wewnętrzną swą konstrukcję w wielu jakby anatomicznych preparatach, pokazujących spirale i słoje światła, przekroje seledynowych brył nocy, plazmę przestworzy, tkankę rojeń nocnych. W taką noc niepodobna iść Podwalem ani żadną inną z ciemnych ulic, które są odwrotną stroną, niejako podszewką czterech linij rynku, i nie przypomnieć sobie, że o tej późnej porze bywają czasem jeszcze otwarte niektóre z owych osobliwych a tyle nęcących sklepów, o których zapomina się w dnie zwyczajne. Nazywam je sklepami cynamonowymi dla ciemnych boazeryj tej barwy, którymi są wyłożone”.
Kto dziś potrafi pisać w taki sposób? Bruno Schulz operował niezwykle oryginalnym, bogatym językiem, pełnym „różnorodnych, ekscentrycznych ciągów metafor”. Oto mój ulubiony cytat, znaleziony w starej gazecie: „Nie wiem skąd w dzieciństwie dochodzimy do pewnych obrazów o rozstrzygającym dla nas znaczeniu. Grają one rolę tych nitek w roztworze, dokoła których krystalizuje się dla nas sens świata. (…) Są treści niejako dla nas przeznaczone, przygotowane, czekające na nas na samym wstępie życia. (…) Takie obrazy stanowią program, statuują żelazny kapitał ducha, dany nam bardzo wcześnie w formie przeczuć i na wpół świadomych doznań. Zdaje mi się, że cała reszta życia upływa nam na tym, by zinterpretować te wglądy, przełamać je w całej treści, którą zdobywamy, przeprowadzić przez całą rozpiętość intelektu, na jaką nas stać. Te wczesne obrazy wyznaczają artystom granice ich twórczości. Twórczość ich jest dedukcją z gotowych założeń. Nie odkrywają już potem nic nowego, uczą się tylko coraz lepiej rozumieć sekret powierzony im na wstępie i twórczość ich jest nieustanną egzegezą, komentarzem do tego jednego wersetu, który im był zadany. Zresztą sztuka nie rozwiązuje tego sekretu do końca. Pozostaje on nierozwikłany. Węzeł, na który dusza została zasupłana, nie jest fałszywym węzłem, rozchodzącym się za pociągnięciem końca. Przeciwnie, coraz ciaśniej się zwęźla. Manipulujemy przy nim, śledzimy bieg nici, szukamy końca i z tych manipulacyj powstaje sztuka”. (Bruno Schulz do St. I. Witkiewicza, „Tygodnik Ilustrowany” 1935, nr 17).

I jak tu nie przygryzać ołówka, kiedy czytamy w „Sanatorium pod klepsydrą”: „Rysowałem w pośpiechu, w panice, na poprzek, na ukos, poprzez zadrukowane i zapisane stronice. Moje kolorowe ołówki latały w natchnieniu przez kolumny nieczytelnych tekstów, biegły w genialnych gryzmołach, w karkołomnych zygzakach, zwęźlając się raptownie w anagramy wizyj, w rebusy świetlistych objawień, i znów rozwiązując się w puste i ślepe błyskawice, szukające tropu natchnienia”.

W mojej domowej biblioteczce znajduje się kolekcja grzbietów i okładek w cynamonowym kolorze. Pięknie komponują się z cegłami na ścianie i drewnianymi blatami vintage: nowa biografia Kafki, „Cząstki elementarne” Houellebecqa, „Powrót do Reims” Eribona, książki o sztuce czytania i pisania (m.in. Anne Fadiman i Justyny Sobolewskiej) oraz Colette, Czapski, Levinas, Sebalt i Lavant.

Cynamon pojawia się w „Kronice ptaka nakręcacza” Murakamiego, występuje w tytułach piosenek (Type O Negative „Cinnamon Girl”, Stone Temple Pilots „Cinnamon”), filmów („Cinnamon” T. Edwardsa z 2011 roku) i zbiorów wierszy („Zbieracz cynamonu. Poezje wybrane” Michaela Ondaatje).

Astrid Lindgren w książeczkach dla dzieci serwowała cynamonowe bułeczki z czekoladą, a Isaac Bashevis Singer w powieści „Sztukmistrz z Lublina” podał pierogi z serem i cynamonem. W końcu sztuka powstaje również w kuchni. Wróćmy zatem do pierwszego tomu cyklu powieściowego Prousta: „Posłała po owe krótkie i pulchne ciasteczka zwane magdalenkami, które wyglądają jak odlane w prążkowanej skorupie muszli. I niebawem, przytłoczony ponurym dniem i widokami smutnego jutra, machinalnie podniosłem do ust łyżeczkę herbaty, w której rozmoczyłem kawałek magdalenki. Ale w tej samej chwili, kiedy łyk pomieszany z okruchami ciasta dotknął mego podniebienia, zadrżałem czując, że się we mnie dzieje coś niezwykłego. Owładnęła mną rozkoszna słodycz, odosobniona, nieumotywowana”.

Znam ten stan. Moja mama piecze najlepsze cynamonowe ciasteczka, które działają lepiej niż proustowskie magdalenki. Za każdym razem, kiedy czuję zapach cynamonu, wracam do rodzinnej kuchni i sięgam po puszkę z napisem CYNAMON. Otwieram ją i słyszę babcię, która nucąc ukochaną melodię, kroi szarlotkę na kawałki najsłodszych wspomnień.
KLAUDIA APPEL – polonistka, dziennikarka, promotorka czytelnictwa, pasjonatka książek, pomysłodawczyni i prowadząca Kółko Literackie ŻYRANDOL w Żyrardowie.

Back to top button
Skip to content